Po zaprzestaniu przez ITK Lubartów organizacji pociągu specjalnego (z powodu remontu D29-30), Lubelszczyzna nie mogła pochwalić się żadną imprezą stricte dla miłośników. Z tym większą radością przywitaliśmy informację o planowanej przez Krzysztofa Waszkiewicza “Iwana” oraz Ziemowita Czerskiego “ic_kolobrzeg” wyprawie do Bogdanki i Włodawy. Musieliśmy na niej być.
31 marca, w sobotę rano otrzymałem informację o opóźnieniu eszelona z Orzysza do Zamościa. Oznaczało to, że około 8:00 trzeba być na dworcu. Dzięki pomocy kolegi udało mi się dotrzeć nawet parę minut przed planowanym przejazdem pociągu. Pogoda nie rozpieszczała, cały czas padał deszcz. Udałem się na peron trzeci (gdzie czekał już na mnie jeden ze współimprezowiczów). Od razu po wejściu zauważyłem, że od strony “szopy” manewruje SU45. Pobiegłem więc by zrobić jej zdjęcie, w końcu ostatnimi czasy widok SU45 w Lublinie nie należy do normalnych. Sfotografowałem też przygotowujący się do naszej imprezy szynobus po czym udałem się na drugi koniec peronu. Po chwili pojawił się pierwszy z bohaterów tego dnia. Eszelon przejechał, udało mi się też cyknąć zdjęcie z SU45 po czym udaliśmy się na peron pierwszy, gdzie oczekiwał nas już imprezowy skład. Poszedłem zrobić zdjęcie pociągu wraz z pragotronem, gdyż wyświetlał on nazwę stacji docelowej – “Włodawa”. Przyjechał “Łokietek”, pojawiła się reszta ekipy i mogliśmy ruszać!
Do pierwszej stacji docelowej, Jaszczowa, jechaliśmy prawie cały czas z prędkością 100 – 120 km/h, tak więc podróż nie zajęła nam dużo czasu.
BOGDANKA
Po przybyciu na miejsce zabraliśmy ze sobą pilota, który miał pozostać na pokładzie aż do Bogdanki (i w drodze powrotnej). Pierwszy fotostop na linii do kopalni odbył się zaraz za wiaduktem w Łysołajach. Tło stanowił most na Wieprzu. Wysiedliśmy, niektórzy zostali po prawej stronie torów by osiągnąć taki (zamiast składu wstawić wyobraźnią szynobus) efekt, ja przeszedłem na drugą stronę – i cyk. Szynobus pojechał w stronę mostu, cofnął, wsiedliśmy. Cały czas siąpił deszcz.
Następny fotostop wypadł w leśnym wykopie, choć nie tak go sobie wyobrażaliśmy. Liczyliśmy, że będziemy fotografować skład od strony mostu (o, tak), być może też od strony “S-ki”, tymczasem wszyscy ustawili się po drugiej stronie. Nie pozostało nam nic innego, jak także przenieść się tam gdzie wszyscy. Zdjęcie mogło wyjść lepiej, na szczęście mam w tym miejscu całkiem niezłe zdjęcia składów z/do kopalni. Po wykonaniu zdjęć ruszyliśmy dalej, w stronę Zawadowa.
Następny fotostop wypadł na moście nad rzeką Białką. Pokpiłem sprawę i wziąłem nie ten obiektyw co trzeba, dlatego też musiałem obejść się smakiem. Honor galerii uratował jeden z kolegów, który na ten fotostop wyszedł lepiej przygotowany. Dzięki niemu mamy zdjęcie szynobusu na moście.
Niezrażeni tym drobnym niepowodzeniem ruszyliśmy dalej. Kolejny fotostop wypadł blisko Zawadowa, ale pogoda zniechęciła mnie do wyjścia na zewnątrz. Uznałem, że miejsce to ma potencjał na jakiś skład kopalniany. Kolega jednak nie zawiódł i cyk! Możemy jechać dalej.
Zawadów przywitał nas padającym deszczem (a okresowo i śniegiem) oraz… dwoma luzakami ruszającymi w stronę kopalni. Ustawiliśmy się, by sfotografować te lokomotywy razem z naszym imprezowym pojazdem (a następnie tylko je) po czym rozpoczęliśmy oczekiwanie na krzyżowanie z dwoma pociągami – od strony kopalni i Jaszczowa. Skład od strony Jaszczowa nadjechał zgodnie z zapowiedzią – ale ze względu na dużą ilość osób zdjęcie nie wyszło tak jak chciałem i nie opublikowałem go. Organizatorzy “zagonili” nas z powrotem do pojazdu, gdyż okazało się, że pociąg z kopalni wyjedzie dopiero po naszym przyjeździe do Bogdanki.
Ruszyliśmy więc dalej, po drodze organizując jeszcze jeden fotostop. I tym razem pogoda zniechęciła mnie do opuszczenia pojazdu – ale i motyw nie był oszałamiający (inna sprawa że na tej linii o to trudno). Kolega jednak nie był zniechęcony. Pojechaliśmy dalej, i zatrzymaliśmy się zaraz za przejazdem drogi wojewódzkiej. W tym miejscu oczekiwaliśmy z Karolem bezskutecznie na cokolwiek, tym razem dane nam było sfotografować szynobus. Dobre i to. Jedziemy dalej.
Bogdanka. Wszyscy rozpierzchli się by sfotografować wyjeżdżający z kopalni skład, mnie zaś znów zniechęciła pogoda (choć wtedy już nie padało). Poza tym udało mi się już w tym miejscu złapać kiedyś pociąg. Co prawda ze skutkiem tak mizernym, że zdjęcie usunąłem – ale zawsze. Pociąg węglowy nas minął i wtedy pomyślałem, że trzeba było walnąć mu zdjęcie przez szybę czołową… No nic. Podjechaliśmy kawałek dalej, by “zaliczaki” mogli cieszyć się z pełnego zaliczenia linii. Po chwili postoju rozpoczął się powrót. Za Zawadowem odbył się jeszcze jeden fotostop – i dojechaliśmy do Jaszczowa.
Pożegnaliśmy pilota i ruszyliśmy na Chełm. Podróż odbyła się bez zakłóceń, cały czas z prędkością 100 – 120 km/h. Miałem jednak to nieszczęście, że siedziałem pod podkutym zestawem kołowym, dzięki czemu trochę stukało. Ale to dobrze, ja wprost uwielbiam to “stukanie”
WŁODAWA
Po niecałej minucie postoju w peronie stacji Chełm ruszyliśmy “na Włodawę”. Minęliśmy rządek odstawionych SM48 i samotną SP32-148. Ciekawe jaki czeka ją los? Mam nadzieję, że inny niż lubelskie SU45 Przewozów Regionalnych…
Linia do Włodawy charakteryzuje się niskimi prędkościami przejazdu, ale to nie miało znaczenia gdyż nasz maszynista nie miał zapoznania szlaku i mogliśmy jechać “tylko” 40 km/h. Pierwszy fotostop (a w zasadzie obiadostop/sklepostop) wypadł w Woli Uhruskiej lub Uhrusku. Jak kto woli. Gawiedź wyległa fotografować szynobus z budynkiem (lub bez), a okoliczni tubylcy zaczęli zastanawiać się ki diabeł na stację zawitał. Po posileniu się/zakupieniu niezbędnych środków konserwujących (hehe) ruszyliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się przy dawnym p.o. Stulno, ale ja miałem jakieś zaćmienie (a nic nie piłem!) i nie zauważyłem, że jest fotostop. Cóż… Koledzy nie zawiedli.
Jedziemy dalej, do Sobiboru. Stacja sprawia przygnębiające wrażenie, ale cieszy, że przy rampie leży gotowe do transportu drewno. Znaczy linia nie umrze. Robimy pamiątkowe zdjęcia wraz z budynkiem (i nie tylko, ale tylko to jako tako wyszło pod względem kompozycji) znajdującym się przy peronie po czym udajemy się na krótką przechadzkę w stronę pomnika postawionego w miejscu obozu. Po odhaczeniu tego zadania ruszamy dalej, w stronę Włodawy.
Nazwa stacji jest dosyć myląca, gdyż znajduje się ona w Orchówku, jakieś 5 km od miasta. Po białoruskiej stronie Bugu także istnieje wieś o takiej nazwie. Szynobus zatrzymuje się przy rozjeździe i kto chce, ma możliwość pójścia nad brzeg rzeki i obejrzenia przyczółków (bo tyle zostało z mostu) i brzegu już po białoruskiej stronie. Nie korzystam z tej możliwości i dzięki temu mam szansę uwiecznić szynobus w najdalszym zakątku linii D29-81 w jaki może dojechać. Dalej “da radę” już tylko Tamarą.
Grupa railwalker’ów wraca i rozpoczynamy powrót do domu, znaczy Lublina. Jeszcze pamiątkowa fotka z budynkiem i jazda. Sytuacja czasowa pozwala na zorganizowanie jeszcze kilku fotostopów, choć parametr powoli przestaje sprzyjać.Pierwszy pstrykostop wypada jakoś zaraz za stacją Włodawa. Lekkie bezmotywie, ale nie narzekam tylko robię zdjęcie. Pogoda tymczasem płata figla i na kolejnym leje jak z cebra. Większość posiadaczy kompaktów odpada, ja walczę. Aparat daje radę (choć i obróbki sporo było) i wygrywam. Nie ma czasu na dywagacje, jedziemy dalej, bo zaczyna nam się spieszyć. Kolejny fotostop wypada przed Uhruskiem/Wolą Uhruską. Warunki nie poprawiają się zbytnio, dlatego też fotografujących mało. Zdjęcie jak na warunki zastane wychodzi całkiem nieźle. Szybki bieg do pociągu i ruszamy w dalszą drogę.
Ostatni fotostop (gdyż warunki powoli przechodzą same siebie, choć chwilowo jest lepiej jak fotostop wcześniej) odbywa się za mostem nad rzeką Uherką. Wysiadamy, szynobus cofa na most, rusza, my robimy co trzeba, wsiadamy i jedziemy do Chełma.
Z Chełma już rozkładową “dwunastką” zmierzamy do Lublina. W Świdniku niespodzianka! Jedziemy przez Tatary. Zaczyna się ściemniać, ale humory dopisują. W pociągu rozbrzmiewa utwór “Piła Tango” w wykonaniu zespołu Strachy na Lachy. Ja tymczasem dostaję telefon, że moja koleżanka która zgodziła się odwieźć mnie do domu (w Lublinie rzecz jasna) już czeka. No nic, musi poczekać jeszcze chwilę. Pociąg dojeżdża do Lublina, żegnam się ze wszystkimi i biegnę przed budynek. Nie odjechała. Sylwia, dzięki
Imprezę należy uznać za bardzo udaną, głównie ze względu na doborowe (a jakże!) towarzystwo. Pogoda nie była tak wielką przeszkodą (mądry bo lustrzankę ma). Niestety na następną, do Bełchatowa, nie będzie mi dane się wybrać – obowiązki służbowe. Reprezentantem na tej imprezie będzie kolega ST44-1079. Mam nadzieję, że to nie koniec imprez w węźle lubelskim (Hrubieszów, Hrubieszów!).