.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Pociąg Promocyjno-Turystyczny ITK Lubartów 2010

październik 31st, 2010 by Kręzel Michał

Polowanie na skład pociągu ITK było główną atrakcją naszego ostatniego wypadu. Sobotę poświęciliśmy na LHS, niedziela zaś służyć miała pościgowi po ziemiach lubartowsko-parczewsko-łukowskich. Chcieliśmy zrobić więcej zdjęć niż w roku 2009, gdy brak znajomości szlaku nie pozwolił na wybranie dużej ilości miejscówek. Tym razem caroos nawiązał kontakt z Panem Jackiem Mazurkiem z ITK który służył radą w sprawie dobrych miejsc na foty. Jak to zwykle w życiu bywa, miejscówek dużo – czasu dosyć mało, drogi nie biegną przy torach, czasem więc trzeba dosłownie ścigać się z czasem, by zdążyć na kolejny kadr pomimo małej prędkości pociągu.

Uzbrojeni w nawigację, spore zapasy prowiantu oraz dobry humor ruszyliśmy w okolice mostu na Bystrzycy, który to miał być pierwszym miejscem “łapania” pociągu. Pogoda nie sprzyjała. Nie padało, lecz niebo zasnute było warstwą chmur niskich, dodatkowo występowała delikatna mgła. Nie przeszkodziło nam to jednak w dotarciu na miejsce i rozpoczęciu poszukiwania kadrów i motywów. Z tego miejsca chciałbym pozdrowić kolegę kondziolota wraz z małżonką, oraz jeszcze jednego miłośnika, których spotkaliśmy w tamtej okolicy.

Caroos wraz z nimi pozostał na skarpie, z której już kiedyś fotografowaliśmy na tej linii pociąg – TOWOSa do Radzynia.

Ja natomiast ruszyłem przez pola nawłoci, by objąć skład w inny niż oni sposób. Po chwili oczekiwania dał się słyszeć odgłos zamykających się przy ul. Turystycznej rogatek. Jedzie. Skład był słusznej długości, dodatkowo pięknie wygiął się na podjeździe. Nacisnąłem spust

i rozpocząłem bieg z powrotem do samochodu. Pożegnaliśmy jeszcze współfocisto-kamerzystów i ruszyliśmy w stronę Ciecierzyna, gdzie znajdował się następny cel naszej wyprawy.

Naszym celem był łuk, na którym tak długi skład na pewno pięknie by się prezentował,

niestety, gdy dojeżdżaliśmy do celu pociąg zatrzymywał się już na przystanku. Nic to, jedziemy dalej. Kilkaset metrów dalej caroos odwrócił głowę i ujrzał piękną prostą. Zatrzymaliśmy się na poboczu, wyskoczyliśmy z auta i rozpoczęliśmy bieg na miejscówkę. Caroos został w pobliżu samochodu, ja jednak “drążąc temat” pobiegłem dalej. Opłaciło się pomimo konieczności biegania po rowach i skakania na rozsypane przez kogoś butelki. Podeszwy wytrzymały, jeszcze tylko krótki sprint pod górę, pociąg już jedzie! Oko do wizjera, strzał, pociąg mija mnie i rozpoczynam szybki powrót do samochodu.

Następny cel – Wandzin. Gnamy co sił gdyż nie wiemy gdzie jechać, nawigacja nie pomaga, wybucha krótka kłótnia. Znaleźliśmy przystanek, w oddali widać już światła pociągu. Pociąg zwalnia, ale nie zatrzymuje się. Na pobliski przejazd wylega kobieta z dzieckiem. A jednak jest przystanek, tyle, że nazywa się Wandzin Przejazd.

Pociąg zatrzymuje się, my już w samochodzie oczekujemy aż pasażerowie wsiądą. Skład rusza dalej w stronę Lubartowa, my zaś jedziemy do Tarła.

W Tarle już byliśmy i to z dwóch okazji: Zeszłorocznego pociągu oraz w czasie fotografowania zdawki do Radzynia.

Caroos postanowił powtórzyć kadr z zeszłego roku, ja zaś wybrałem się w okolice fotografowania pociągu zdawczego.

Postój imprezowego składu w Lubartowie nie przedłużył się i już po paru chwilach dało się słyszeć odległy odgłos pracy silnika stonki i ciche Rp1. Skład pojawił się w oddali, strzeliłem fotę

i przemieściłem się bliżej toru, by mieć dwa różne kadry. Zrobiłem jeszcze dwa zdjęcia, choć szkoda, że niebo cały czas było jednostajnie nijakie.

Po powrocie do samochodu ruszyliśmy w stronę p.o Gródek Szlachecki, kojarzącego nam się z końmi które były tam w czasie przejazdu TOWOSa.

Tym razem gospodarz nie postarał się, dlatego też ruszyliśmy skomponować motyw z budynkiem stacyjnym. Przyglądała nam się spora grupa autochtonów, wspomagająca się pomimo wczesnej pory pewnym złocistym płynem. W oddali widać już było charakterystyczny trójkąt, nie musieliśmy więc długo czekać na pojawienie się pociągu. Nadjechał, zapisaliśmy na kliszy co trzeba i ruszyliśmy dalej.

Następny cel – kościół w Parczewie. A może Koczergach? Bez znaczenia, bardzo ładny, w dodatku od dawna ostrzyliśmy sobie na niego zęby w kontekście motywu zdjęciowego. Bez problemu dotarliśmy na wyznaczoną miejscówkę i rozbiegliśmy się w poszukiwaniu motywów. Caroos został w pobliżu torów, ja zaś, szukając okazji do zdjęcia krajobrazowego, ruszyłem “w pola”. Pociąg nie spóźnił się, jechał też na tyle powoli, że mogłem zrobić dwa, nieznacznie różniące się od siebie zdjęcia.

Po wykonaniu fotografii postanowiliśmy ruszyć do Bezwoli. Nastąpiła też zmiana w pogodzie, gdyż nieśmiało zaczęło przebijać się słońce. Na miejsce dotarliśmy w miarę szybko, dzięki czemu mogliśmy przekonać się o bezmotywiu całej okolicy. Na szybko wykombinowałem motyw z nastawnią/budynkiem stacyjnym, gdyż pociąg pomimo piknikowego tempa już się zbliżał. Cyknąłem zdjęcie,

przeszedłem na drugą stronę torów, poprawiłem

i rozpoczęliśmy kołowe poszukiwania lepszej miejscówki. Pociąg postał jeszcze chwilę w Bezwoli (nawet trochę za długo) po czym ruszył dalej, w stronę Radzynia. Zatrzymaliśmy się przy przejeździe, caroos jak zwykle został, ja zaś, widząc wcześniej pastwisko, pobiegłem w jego stronę. Oświetlenie nie sprzyjało, ale od czego tryb manualny + RAW? Pociąg wlókł się, nie miałem więc problemów ze zrobieniem “wymarzonego” kadru.

Kolejnym celem była stacja w Radzyniu Podlaskim. To znaczy stacja się tak nazywa, miejscowość to Bedlno Radzyńskie. W międzyczasie zaczęła padać mżawka, co jak się okazało zwiastowało pewnego rodzaju kłopoty. Ruszyłem na spotkanie ze składem, który majaczył gdzieś w oddali, Karol wdał się za to w rozmowę z panią dróżniczką, chwaląc się swoim zdjęciem na plakacie promocyjnym Pociągu. Miał sobie wziąć na pamiątkę i zapomniał 😛

Tymczasem pociąg zbliżał się w tempie iście turystyczno-piknikowym.

Pozwoliło to zrobić kilka zdjęć

i posłuchać sfrustrowanych kierowców, którzy w pewnym momencie zażądali wręcz podniesienia rogatek, wezwali naszych dzielnych stróżów prawa oraz chcieli, bym przyspieszył przejazd pociągu. Powodem kłopotów była trawa na torowisku, duża masa składu oraz ów mżawka która sprawiła, że pociąg ślizgał się po torowisku.

Po chwili udało się ruszyć i pociąg podążył w stronę peronów. My zaś ruszyliśmy do Łukowa.

W Łukowie zatrzymaliśmy się koło “szopy” Przewozów Regionalnych. Tory pokryte były zielonym dywanem. Pomimo postoju w Kownatkach pociąg nie kazał na siebie długo czekać. Dosyć ciekawie wyglądał, gdyż wyglądało to jakby jechał nie po torach, lecz po trawie.

Krótki oblot składu i pociąg rozpoczął podróż powrotną. Na odcinku do Radzynia nie ma żadnych wartych uwagi motywów, tak więc zostaliśmy w okolicach lokomotywowni i uchwyciliśmy go ponownie.

Powróciliśmy na stację w Radzyniu, gdzie za motyw robić miał bar “Pod semaforem”. Dosyć ciekawy to przybytek, gdyż serwują tam wyłącznie napoje. Wyskokowe jak i zwykłe, jedzenia nie uświadczysz. Nie szkodzi, nie byłem głodny. Obmyślony kadr nie wyszedł najszczęśliwiej gdyż tablica z nazwą baru jest nieczytelna. Mówi się trudno. Zdjęcie ratuje trochę niebo, gdyż szarpnąłem się i założyłem na obiektyw filtr polaryzacyjny.

Ustaliliśmy, że pościg kończymy w okolicach Pałecznicy, na słynnym już łuku.

Wcześniej jednak postanowiliśmy poszukać jakiegoś motywu w okolicach Parczewa. Powtórka motywu z kościołem, tym razem ze stacji w Parczewie odpadła, gdyż “to już było na TOWOSie”.

Wróciliśmy więc w okolice sławnego pola, z którego fotografowałem pociąg w drodze do Łukowa. Karol poszedł w swoją stronę, ja w swoją. Pociąg jechał dosyć szybko, choć wydaje mi się, że jechał zgodnie z rozkładem. Jak na złość zaszło słońce i zdjęcie które popełniłem nie jest dokładnie tym, co widziałem w wyobraźni.

Skład pomknął w stronę Parczewa, my zaś do Pałecznicy. Rozstawiliśmy się w szczerym polu i rozpoczęliśmy oczekiwanie. Nie było ono tak długie jak w przypadku pociągu zdawczego do Radzynia i już po około pół godziny dał się słyszeć dźwięk syreny SM42-1087. Skład pojawił się po chwili, pomimo znacznej prędkości udało mi się wykonać dwa całkiem udane zdjęcia.

Słoneczko tym razem nie zawiodło.

W tym miejscu zakończyliśmy nasz pościg za składem imprezowym gdyż słońce było coraz niżej. W dobrych humorach, zadowoleni z wykonanych zdjęć ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Wpisane w Naszymi oczami

2 Komentarzy

  1. Maciek

    Gdyby nie te pociągi promocyjne , ludzie zapomnieliby , że przez Lubartów i Parczew jeździły pociągi, a dzięki nim szansa na reaktywację całości odcinka przez Parczew do Łukowa – rośnie. Na początek mają być przywrócone pociągi do Parczewa …

  2. kondziolot

    Fajnie, że mieliście później ładną pogodę bo rano było nieciekawie. Fotki wyśmienite! Pozdrawiamy.

Zostaw komentarz