.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Jesiennie na Gnieźnieńskiej czyli “Jesień Pełną Parą 2011”

październik 26th, 2011 by Kręzel Michał

Rok 2011 rokiem imprez wąskotorowych. Przynajmniej dla mnie. Jakoś tak się złożyło, że wszelkie imprezy normalnotorowe odbywały się w czasie, gdy miałem do roboty ważniejsze rzeczy, niż wyjazd na imprezę. Choć to też ważne. Śledząc forum wąskotorowe 750mm.pl znalazłem informację o imprezie w Nowym Dworze Gdańskim. Niestety, wypadała w okresie gdy musiałem być w pracy, tak więc musiałem obejść się smakiem. Następnie był Przeworsk i jesienna impreza tamże, jednakże nie doszła do skutku ze względu na brak chętnych. “Do trzech razy sztuka” pomyślałem i gdy tylko pojawiła się informacja o jesiennej imprezie na Gnieźnieńskiej Kolei Wąskotorowej, postanowiłem się wybrać.

O imprezie poinformowałem kolegę współadmina oraz Karola aka Caroosa, który to jednak (mimo kilkukrotnego informowania go) nie przypomina sobie tego faktu. No cóż, czas zacząć łykać lecytynę panie Kolego!

Kolega współadmin wybrał wariant kolejowy, ja zaś, z braku możliwości wyrwania się z pracy musiałem jechać samochodem z międzylądowaniem u rodziny w Łęczycy.

14 października w godzinach mocno popołudniowych zatankowałem “pod korek” i ruszyłem do Łęczycy. Po drodze myślałem, iż fajnie było by, gdybym tak kiedyś mknął na imprezę do Krośniewic. Kto wie, może dożyję? Do celu dotarłem bez incydentów i rozpocząłem przygotowania do dnia następnego (czyli poszedłem spać).

Z Królewskiego Miasta Łęczycy ruszyłem około 7:20 rano i od razu skierowałem się na autostradę A2. Po niespełna godzinie i dwudziestu pięciu minutach, przejechaniu 154 kilometrów i wydaniu 25 zł na bramkach autostradowych zameldowałem się na stacji w Gnieźnie. Dobrze, że wcześniej przestudiowałem mapę gdyż GPS niekoniecznie chciał mnie zaprowadzić na stację wąskotorową (w zasadzie sam nie wiedział gdzie mnie prowadzi). Na stacji stał już imprezowy skład, kilku imprezowiczów oraz organizatorzy. Kolega współadmin nie kazał na siebie długo czekać (choć kręcił się po stacji normalnotorowej w poszukiwaniu czegoś fajnego do sfotografowania), po chwili cieszyliśmy się już swoimi biletami imprezowymi. Poszliśmy sfotografować skład imprezowy składający się z Px48-1919 + brankard + 3Aw + brankard, a także stojący obok niego parowóz Px48-1785, niestety w stanie nieczynnym. Po wykonaniu pamiątkowych zdjęć zajęliśmy nasze miejsca w “klasie” i tak rozpoczęła się nasza podróż. Dla mnie pierwsza, dla kolegi druga.

Pierwszy fotostop wypadł na wysokości stadionu żużlowego i drogi z/do Wrześni. Parowóz zatrzymał się przed przejazdem, wysiedliśmy, przeszliśmy przez drogę, ustawiliśmy się, parowóz ruszył i… pierwszy fotostop mogłem uznać za nieudany 😛 Ustawiłem się zbyt równolegle do osi toru i zdjęcie wyszło tak sobie. “Złej baletnicy…”. Taa. Władowaliśmy się do pociągu i ruszyliśmy dalej, do Żelazkowa. Tam zastaliśmy długą prostą oraz górkę z drzewem z której można było zrobić zdjęcie. Wszystko popsuł krzak rosnący w miejscu w którym w wyobraźni widziałem parowóz. Na imprezę przybyłem nieprzygotowany, ponieważ na stanie nie miałem ani siekiery ani maczety (czas sobie kupić). Parowóz cofnął by zrobić najazd, po czym ruszył z kopyta tworząc piękny pióropusz dymu. Co miałem zapisać na karcie to zapisałem, ale myślę, że z drugiej strony toru zdjęcie wyszło by lepiej. No nic, człowiek uczy się na błędach.

Trzeci fotostop zaplanowano w polu przed stacją w Niechanowie. Miejsce fajne, skład ładnie oświetlony, choć gospodarz pewnie niezadowolony z mojego sprintu przez jego pole 😛 W dodatku zdecydowałem się na bohaterski sprint przez ubłoconą drogę by złapać parowóz na przejeździe z Krzyżem św. Andrzeja. Oczywiście w chwili naciśnięcia spustu przesunąłem kadr w lewo i “Andrzeja” uciąłem 😛 Udaliśmy się na stację w Niechanowie, gdzie skład zapozował w trakcie postoju (trochę szkoda, że nie dało się go zdjąć w szerszym ujęciu, ale nie miałem środków negocjacji z tłumem 😉 ).

W Miroszce wysiedliśmy koło boiska (a w zasadzie wprost na murawę) oraz placu zabaw. Pociąg cofnął by kamerzyści mogli mieć dobry materiał, ja zaś usiłowałem wykombinować dobry kadr z jedną z bramek. Przez chwilę chciałem fotografować przez oczka siatki, ale pomysł ten “nie widział mi się, więc zrezygnowałem”. W tzw. międzyczasie parowóz ruszył i.. w otwartych drzwiach pojawił się jeden z pasażerów w czerwonej kurtce. Trochę popsuło to kadr. W tym momencie przypomniał mi się gość w białych spodniach na “TOWOSie“. Skład zatrzymał się kawałek za nami, przeszliśmy więc zrobić jeszcze fotkę statyczną. Pojawił się pomysł uwolnienia z pastwiska krowy, ale nikt nie miał nożyc do cięcia drutu.

Następny przystanek wypadł w Witkowie. Udaliśmy się na rampę by sfotografować parowóz solo. Przyjechał (z łoskotem), cofnął, podłączył się z powrotem do składu i wyjechał ze stacji. Nie przewidziałem tego wyjazdu, więc o ile manewry parowozu fotografowałem z rampy, to dużo ciekawszy wyjazd całego składu – już z poziomu gruntu. Nie ma to jak brak wyczucia.

Kolejny fotostop najazdowy zorganizowano w polu w Stryżewie Witkowskim. W tle majaczył las, niestety, jeszcze bez wyraźnych jesiennych motywów. W dodatku zaszło słońce, zrobiło się ponuro a wiatr wiał w naszą stronę, tak więc dym z parowozu zamiast układać się pięknie nad składem, układał się przed pociągiem. Na to jednak wpływu nie mieliśmy. Zrobiliśmy jeszcze zdjęcia statyczne, porozmawialiśmy z organizatorem i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Następnie zatrzymaliśmy się na łuku w Ługu, słoneczko pięknie przyświecało, choć tor biegł w wykopie i przez to nie można było w pełni wyeksponować składu (tzn. pewnie i można było, ale ja przywiązany do tele nie zmieniałem na szeroki kąt). Szkoda też, że na drodze biegnącej obok nie pojawił się jakiś klimatyczny “Żuk”, “Polonez” czy też “Tarpan” (“Hadziewiona” też mogła by być). Wiem, ja to mam wymagania. Przeszliśmy kawałek dalej, parowóz cofnął za łuk, dzięki czemu mogliśmy zrobić zdjęcia składu wyłaniającego się z łuku/na prostej. Oświetlenie poniekąd przestało sprzyjać gdyż było “z kontry”, ale i tak jestem zadowolony z efektu.

Następny fotostop odbył się przed Powidzem, niestety, Centrum Sterowania Światem znów przekierowało Słońce gdzie indziej i musieliśmy zadowolić się zdjęciami bez niego. A szkoda! Oczywiście zgodnie z prawem Murphy’ego po ruszeniu pociągu w dalszą drogę słońce natychmiast wypadło zza chmur.

W ten sposób dojechaliśmy do Powidza. Na stacji czekała drezyna, którą każdy mógł się przejechać. Zrezygnowałem z tej opcji gdyż było bardziej niż pewne, że coś sobie zwichnę, złamię lub skręcę. Cały czas goniła nas ekipa filmowo-fotograficzna oraz kilka innych samochodów (jak ktoś zna okolicę to może kilka ciekawych motywów zrealizować które trudno zrobić jadąc pociągiem). Po 15 minutach skład był gotowy w dalszą drogę.

Następny fotostop zaplanowano w okolicach przystanku Przybrodzin Plaża Wojskowa. Nasz skład nigdy tam jednak nie dotarł. Po kilkuset metrach od Powidza wystąpiły okoliczności uniemożliwiające dalszą jazdę. W tym momencie zaserwowano nam ciepły posiłek składający się z kiełbasy śląskiej i bigosu. Niebo w gębie! Organizatorzy postanowili cofnąć do Powidza, oblecieć skład i wracać do Gniezna. W międzyczasie doszło do jeszcze jednego zdarzenia, straż pożarna jadąca by nawodować nasz parowóz… zakopała się w polu, a dokładniej wpadła w rów między dwoma polami. My tymczasem cofnęliśmy w okolice Przybrodzina, by sfotografować imprezowy skład z Jeziorem Powidzkim w tle. Słońce zaczęło już chylić się ku zachodowi, dlatego też bez zwłoki ruszyliśmy do Powidza.

W Powidzu parowóz zrobił oblot składu, maszyniści zjedli obiad i mogliśmy jechać dalej. Następny fotostop odbył się przy lotnisku wojskowym, niestety, latający C-130 Herkules nie chciał się ustawić do zdjęcia. Trochę żałowałem, że większość kumpli z Dęblina poszła na odrzutowce… Słońce było coraz niżej, dlatego następny postój zorganizowany był na prostej / łuku w Ługu. Tutaj akurat słońce się nie popisało i zaszło za chmury (choć na chwilę się przebiło). W Witkowie znów wyszło, jednak ja znów przekombinowałem, gdyż a) chciałem mieć pięknie oświetlony skład i b) nie miałem maczety żeby wyciąć krzak rosnący w mocno nieszczególnym miejscu. Coś tam na kliszę trafiło, ale zadowolony nie jestem.

Niezrażeni ruszyliśmy powoli (aczkolwiek z przyzwoitą jak na wąski tor prędkością) w stronę Gniezna. Ostatni fotostop wypadł w Niechanowie, już po zachodzie słońca. Parametr był nikczemny, ocierając się nawet o podłość, ale coś tam na karcie się zapisało. Wiara wsiadła do pociągu i w ciemnościach ruszyliśmy do Gniezna. Tam pożegnałem kolegę, gdyż nie posiadając statywu mogłem tylko popatrzeć na manewry, a czekał mnie jeszcze powrót do domu. Ech, czas zainwestować w jakiś “stojak” i nie tracić takiej okazji. Do domu wróciłem bez problemu.

Kolejną imprezę zaliczam do bardzo udanych. Z całą pewnością wrócę do Gniezna choćby po to, by dojechać do Ostrowa Starego a kto wie, może nawet Anastazewa? W tym roku nie trafi się już raczej żadna “wąska” impreza, za to rozpoczęły się przygotowania do imprezy blisko domu, bo na linii z Dęblina (a w zasadzie Bąkowca) do stacji Świerże Górne. Będę tam na pewno.

Wpisane w Naszymi oczami

Zostaw komentarz