.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Kapciem po Bieszczadzkich Szlakach II

październik 16th, 2016 by Kręzel Michał

Parowozy fascynują mnie niezmiennie od lat wczesnej młodości, tj. od 2009 roku. Dzięki temu nieprzemijającemu zainteresowaniu byłem gościem w Środzie Wielkopolskiej, Gnieźnie, okolicach Piaseczna, Cisnej Majdanie a także na linii z Poznania do Wolsztyna (ale w przeciwieństwie do wcześniejszych miejsc, związanych z torem wąskim, tu chodziło o normalnotorowe kopciuchy). Grzechem było by też nie wspomnieć o Dożynkach Prezydenckich, które też były celem dwóch naszych wypadów. Fotografowanie i filmowanie tych pojazdów zawsze budzi we mnie pewną tęsknotę za czymś, co nieuchronnie odchodzi w dal. Wpędza mnie w melancholijny, wręcz depresyjny nastrój. Ale nie o to w tym wszystkim chodzi, a o radość, że jeszcze można i na kliszy i na taśmie filmowej zapisać te pojazdy w ruchu.

W zeszłym roku brałem udział w imprezie „Kapciem po szlakach Bieszczadzkiej Kolei Leśnej”. Nie wiem czemu wtedy nic o tym nie napisałem, pewnie mi się nie chciało. Albo miałem jakiś inny, równie błahy powód. Imprezę tą wspominam bardzo miło, zwłaszcza przez „bonus” jaki wtedy zapewnili organizatorzy, czyli SMK z Krakowa. Był to autobus San H01, który towarzyszył nam przez część trasy jako dodatek do zdjęć. Po tym wydarzeniu czułem pewien niedosyt, gdyż impreza, mimo że „jesienna”, charakteryzowała się małą ilością żółtych liści na drzewach, dlatego też uznałem, że jeśli będę miał jeszcze okazję wziąć udział w jesiennym przejeździe specjalnym, to na pewno skorzystam. Wziąłem pod uwagę, że „Złota polska jesień” trwać może w górach jeden – dwa dni, ale liczyłem, że będę miał szczęście.

Na początku września, na pewnym portalu społecznościowym pojawiła się informacja, że wspomniane wcześniej Stowarzyszenie organizuje 8 października imprezę „Kapciem po szlakach Bieszczadzkiej Kolei Leśnej II”. Stało się dla mnie oczywiste, że muszę tam być. Liczyłem, że pogoda i przyroda dopisze, choć pierwsze w miarę niewiarygodne prognozy wskazywały, że 8 października w Bieszczadach będzie padać z przerwami na ulewy. Nie zraziłem się jednak tym faktem.

Kolega caroos z przyczyn od niego zależnych nie mógł wziąć udziału (albo i nie chciał, gdyż nie jest wielkim zwolennikiem „wąskich torów”), dlatego też wybrałem się sam. Zamiast, jak rozsądek podpowiadał, jechać przez Rzeszów – Sanok, wybrałem trasę alternatywną, przez Przeworsk i… no właśnie. Nawigacja w telefonie poprowadziła mnie drogami, którymi nie odważyłbym się jechać w dzień przy dobrej widoczności. A jechałem w nocy, we mgle. Koniec końców, nie zabijając siebie ani nikogo postronnego, dotarłem do Leska. Stamtąd miałem już prostą drogę do Cisnej. Na stacji benzynowej pewnej znanej sieci kupiłem sobie kawę oraz hot doga. Z dwóch powodów. Raz, że smaczne, dwa – że nie zjadłem śniadania (gdyż trudno jeść śniadanie o 2:30 rano). Zwolenników teorii o tym, że kawa ze stacji benzynowej to nie kawa, uroczyście informuję, że jest dobra i na mnie działa. A że nie wygląda jak jakieś wynalazki – trudno. Ale do rzeczy.

Do Cisnej, a właściwie Majdanu dotarłem na około dwie godziny przed rozpoczęciem imprezy. Wjeżdżając na teren stacji kątem oka dostrzegłem dymiący pod „szopą” parowóz. Nie byłem jednak pierwszy. Na parkingu stał już samochód z uczestnikiem imprezy. Mając dużo czasu w zapasie, oddałem się kontemplacji – z bardzo prozaicznego powodu, a mianowicie braku internetu w telefonie. ATSD to kto to widział parę lat temu, żeby telefon był tak uzależniający. Brak zasięgu i od razu nie ma co robić. Wróćmy jednak do meritum. Godzina imprezy zbliżała się nieuchronnie, ale ludzi, w porównaniu do poprzedniego roku, nie przybywało. Uznałem, że to może i lepiej, gdyż kameralne imprezy są najlepsze.

Aura sprzyjała. Wbrew prognozie nie padało, temperatura była dosyć przyzwoita, gdyż wynosiła 3,5 stopnia na plusie.

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem imprezy udałem się w stronę pociągu. Ilość chętnych na przejażdżkę się zwiększyła, lecz nadal nie był to stan osobowy z poprzedniego roku. Parowóz oczekiwał już na nas. W składzie dwa wagony pasażerskie i dwa wagony z drewnem. Ciekawe czemu wieziemy drewno w góry? Obsługa kolokwialnie mówiąc dłubała jeszcze przy lokomotywie, a ja wsiadłem do wagonu, rzuciłem plecak znacząc swoje miejsce (na wypadek, gdyby jednak pojawił się tłum) i wyszedłem na zewnątrz. Nagle z prawej strony, między krzakami (a właściwie to jadąc drogą), pojawiła się atrakcja tegorocznej imprezy – czyli Autosan H9-21 z jednego z podrzeszowskich PKSów, który do tej pory wozi ludzi, a nie stoi w muzeum bądź też nie służy jako altanka ogrodowa. Przywiózł on kilkunastu kolejnych uczestników wycieczki, którzy dość sprawnie przemieścili się do pociągu. Mogliśmy ruszać do Balnicy.

 

imgp4717Podróż nie trwała długo, gdyż pierwszy fotostop odbył się zaraz za stacją w Majdanie. Miałem pewne obawy, czy po mojej kontuzji będę mógł skakać przez rowy, wysiadać z wagonu i generalnie zachowywać się, jakby w lutym nic się nie stało – a jak niektórzy wiedzą stało się, złamanie kostki + zerwanie więzadeł. Niemniej skoczyłem, noga nie odpadła, nie zaczęła boleć ani nawet nie dała o sobie znać. Luzik! Ustawiłem się w szpalerku razem z innymi fotografującymi, przepuściliśmy dwa albo trzy samochody, po czym kierownik imprezy dał znać maszynie by ruszyła. „Ruszyła maszyna po szynach ospale…” dając przy tym piękne widowisko para – dźwięk. Aparat w pogotowiu, cyk, i mamy pierwsze zdjęcie. No, pierwsze nie ze stacji. Szkoda tylko, że gór nie widać. Tzn. widać, ale słabo.

 

imgp4725Wsiadamy i jedziemy dalej. Ledwo do Żubracza, a tam znów wysiadka. Autobus już czeka. Znów szpaler, przepuszczenie samochodów, ale tym razem – niespodzianka. Frakcja filmowców żąda, by autobus jechał, gdyż tak będzie realistycznie. A nie, że stoi. Autobus rusza więc chwilę po tym, gdy okolicę przesłaniają kłęby dymu parowozu*. Góry już zaczynają być widoczne. Zdjęcie wychodzi całkiem przyzwoicie, jak na warunki zastane. Szkoda tylko, że wiatr zawiewa dym w niewłaściwą stronę.

imgp4727

Rozmyślania nad pięknem otaczającego nas świata oraz kierunkiem wiatru przerywa głos organizatora, który informuje nas, że IDZIEMY do przejazdu. No pięknie, zapłaciłem za to żeby jechać pociągiem, a muszę chodzić. Inni jednak nie protestują, dołączam więc do marszu. Tym razem scenka rodzajowa pt. „Spotkanie”. Na przejeździe. Autobus stoi, frakcja kamerzystów coś tam marudzi, że ten pojazd też mógłby cofnąć i dojechać do przejazdu. Niemniej scenka w wykonaniu gumobusa pozostaje statyczna. Pociąg cofa kawałek po czym znów daje piękny pokaz tego, co w parowozach jest najfajniejsze. Naciskam spust migawki. Wagony zatrzymują się obok nas, można więc od razu wsiadać.

imgp4730

Po kilku minutach jazdy zaczyna nieśmiało przebijać się słońce. Organizator wykorzystuje szansę, zatrzymujemy się w pomiędzy Żubraczem a dawną ładownią Solinka (a może to nawet stacja była?). Tor przebiega przez most znajdujący się w środku „eSki”, niemniej ciężko to pokazać stojąc w miejscu, w którym przyszło nam stać. No ale nic, trzeba dobrać parametry zdjęcia a nie rozważać czy dwa metry do tyłu będzie lepiej czy nie. Niektórzy wspinają się na stok, ale dla mnie jest za stromo – niestety, muszę uważać na nogę. Pociąg cofa (by frakcja nagrywająca nie czuła się pokrzywdzona), rusza, a ja na kliszy zapisuję kolejne zdjęcie. Wsiadamy i ruszamy dalej.

imgp4733

Daleko nie ujechaliśmy. Łuk, znany i lubiany z poprzedniej imprezy. Wysiadamy, pociąg zaś cofa. I zgrzyt. „Weźcie się cofnijcie bo dla nas miejsca nie wystarczy”. A guzik, rok temu było więcej osób i wystarczyło. Wnioskodawca musi się dostosować. Ekipa filmowców przechodzi na przód, fotografujący zostają zaś na podwyższeniu. Parowóz rusza, ja po raz kolejny się uśmiecham – ale nie czas na to. Pięknie oświetlone jesienne góry stanowią idealne tło kompozycji. Szkoda tylko cienia na pierwszym planie. Cóż poradzić, taki urok fotografowania w górach. I kolejne zdjęcie wpada na „kliszę”.

imgp4736

Tym razem jedziemy aż do Solinki. Wysiadając można dostrzec tor ukryty w trawie. Albo się potknąć o szynę, tak jak ja to zrobiłem. Po raz kolejny tego dnia udało mi się nie zrobić sobie samemu krzywdy. Pociąg cofnął by zrobić najazd a my, tj. fotografujący ustawiliśmy się w dosyć luźnym szyku. Tu już nie obowiązywała konieczność ustępowania pojazdom mechanicznym. Pojawił się jednak inny problem. Słońce zaszło za chmury i nie bardzo chciało się nam pokazać. Odczekaliśmy chwilę po czym zdecydowaliśmy, że pociąg jednak może ruszać. Słońce i tak nie chciało się pokazać zza wysokich chmur, ale przynajmniej średnie sobie poszły. Zdjęcie zrobione, jedziemy dalej.

imgp4738

Następny przystanek, łuk i Matragona w tle. Całość oświetlona słońcem. Pociąg jak zwykle cofa za kamienny mostek, my zaś ustawiamy się do zdjęć. Jeden z imprezowiczów włazi na drzewo i zaczyna przeganiać wszystkich, którzy przeszkadzają mu w kadrze. Organizator woła zaś do siebie frakcję filmującą, gdyż znalazł wg niego odpowiednie miejsce. Ja zaś, nieograniczony przez kamerę (szczerze mówiąc to trochę żałuję), wybieram miejsce blisko torów tak, by i kawałek łuku się załapał. Gwizd parowozu, obłoki pary, jedzie. Cyk, kolejne zdjęcie.

imgp4742

Nie wsiadamy jednak, pociąg cofa a my idziemy w stronę polnego przejazdu. Słoneczko nadal pięknie doświetla scenerię. Kolejny najazd, zarówno dla aparatów jak i kamer. Obraz pociągu po raz kolejny zapisuje się na karcie pamięci.

imgp4746

Za chwilę koniec trasy, Balnica. Linia dalej jest kompletna ale oczekuje remontu. Cóż, może kiedyś? Momentami znajduję się na Słowacji, siedzę akurat po lewej stronie wagonu. Granica miejscami przebiega idealnie przez środek toru. W końcu docieramy do stacji. Świecące słońce uniemożliwia zrobienie dobrego zdjęcia, obserwuję więc jak parowóz robi oblot składu. Można w tym czasie skorzystać z toalety bądź zrobić zakupy w sklepie (z szyldem głoszącym oprócz polskiego „Sklep spożywczy” także słowacką nazwę „Potraviny”) znajdującym się na stacji. Część osób udaje się tam by uzupełnić zapasy płynów oraz żywności.

Marcin, organizator, woła wszystkich. „Robimy wyjazd ze stacji a potem jedziemy aż do Żubracza bez postojów”. Ustawiam się po prawej stronie toru, choć słońce oświetla lewą stronę składu. Jest jednak kapryśne i chowa się za chmurami. Zdjęcie które robię można uznać za przyzwoite.

imgp4751

Podróż do Żubracza przebiega w spokoju, organizator sprawdza listę obecności ja zaś wykorzystuję ten czas na opróżnienie plecaka z zawartości jadalnej. Oprócz tego podziwiam widoki. Na przejeździe w Żubraczu czeka na nas autobus. Słońce znów świeci i mimo że trochę z kontry, to jednak jestem zadowolony z efektu. Sam fotostop, pomimo nieśmiałych protestów frakcji kamer, znów jest statyczny, tak, by nie blokować przejazdu. Robię kilka zdjęć pod różnymi kątami (ale i tak tutaj wrzucam tylko jedno) i idę w stronę pociągu. W międzyczasie fotografuję też z bliska autobus, gdyż choć nie jestem fanem, to jednak pojazd wygląda na tyle fajnie, że warto tą jedną klatkę poświęcić.

imgp4754

Zmierzamy do Cisnej Majdanu gdzie czeka nas godzinna przerwa na wodowanie parowozu oraz zmianę składu. Nie całkowitą, w miejsce wagonów z drewnem doprzęgane są platformy. Jest to też okazja by skorzystać ze sklepu bądź zakupić jakieś jedzenie. Co robię ja? Siedzę przez tą godzinę w wagonie, gdyż jest mi wygodnie (pomimo drewnianego siedzenia). Na stacji ruch, przed chwilą przyjechał pociąg z Przysłupia a za chwilę odjechać ma pociąg do Balnicy. Parowóz natychmiast otoczony zostaje przez rodziców z dziećmi oraz ludzi, którzy koniecznie chcą sobie zrobić z nim zdjęcie. Niektórzy chcą się też przejechać naszym pociągiem, jednak cena skutecznie ich odstrasza. Ogólnie rzecz biorąc widać, że na brak chętnych BKL nie może narzekać. Pociąg do Balnicy odjeżdża z obłożeniem około 75%. My zaś ruszamy do Przysłupia.

Pierwszy fotostop odbywa się w Dołżycy, a do zdjęć pozuje nasz „model”. Słońce obraziło się na nas i schowało za chmurami. Deszcz nie pada. Większość kierowców podchodzi do naszego hobby ze zrozumieniem, tylko „lokalsi” muszą nas strąbić i przejechać z piskiem opon obok. Przepuszczamy samochody, pociąg robi zaś kolejny w ciągu tego dnia najazd. Wychodzi z tego scenka rodzajowa pt. „Czyżby wyścig?”. O ile zejście z nasypu było dosyć łatwe (w zasadzie zawsze jest łatwe, tylko nie zawsze kończy się szczęśliwie), tak powrót po mokrej trawie i glinie przysparza niektórym kłopotów. Jedziemy dalej.

imgp4762

Kolejna przerwa w roślinności między torami a drogą i kolejny fotostop. Kolejne szybkie i o dziwo bezwypadkowe zejście z nasypu. Kierowcy nadal są wyrozumiali. Niestety, w czasie najazdu pociągu za autobusem pojawia się samochód i „z klimatu lat 80-tych nici”.

imgp4764

Następny postój odbywa się na końcu prostej. Wchodzimy na mały pagórek, dzięki czemu można ładnie wyeksponować pociąg na łuku, a w tle długą, jak na górskie standardy, prostą. W czasie zeszłorocznej imprezy podjąłem w tym miejscu bardzo złą decyzję co do kadru, przez co zdjęcie wyszło przeciętnie. Tym razem nie popełniłem już błędu i zostałem tam gdzie reszta. Efekt mojej ciężkiej pracy umysłowej uznaję za zadowalający.

imgp4768

Do Przysłupia nie ma już więcej postojów. Po dotarciu na stację wysiadam by podziwiać ośnieżone szczyty. Inni zaś idą do pobliskiego baru lub podziwiają manewry. Po manewrach obsługa zabiera się za obrządzanie parowozu. Tu coś smarują, tam odkręcają – ogólnie nie mam bladego pojęcia o obsłudze parowozu, dlatego też poprzestanę na takim opisie.

Idziemy w stronę wyjazdu ze stacji by uwiecznić wyjazd pociągu z ośnieżonymi szczytami w tle. Zdobywam się na minimum odwagi (podyktowanej przede wszystkim chęcią zasłonięcia przenośnych toalet przez krajobraz) i wspinam na ścianę wykopu. Problem jest jeden – ziemia jest mokra i się osuwa. Na szczęście ześlizguję się tylko kilkanaście centymetrów i nie niszczę przy tym kamery organizatora ani samego organizatora. Parowóz rusza, ja też ruszam, palcem, i robię zdjęcie.

imgp4771

Następny przystanek znajduje się na końcu prostej sprzed dwóch zdjęć. W czasie poprzedniej imprezy pociąg nie robił najazdu – tym razem, za sprawą frakcji filmowców, mamy możliwość uchwycenia parowozu w ruchu. Warunki oświetleniowe są coraz gorsze, ale udaje mi się zrobić w miarę przyzwoite zdjęcie.

imgp4775

Wracamy do Dołżycy. W międzyczasie organizator planuje fotostop z autobusem, ale na przeszkodzie staje samochód Straży Granicznej. Nie wiadomo jak się służby zachowają, więc jedziemy dalej. Zatrzymujemy się przy dawnej ładowni. Dawnej dla kolei, gdyż drzewo nadal czeka na transport, tyle, że samochodowy… Wysiadamy i idziemy by to drzewo złapać w kadr. Skład rusza i mamy kolejną scenkę rodzajową „Pociąg rusza z ładowni”. Jest coraz ciemniej.

imgp4776

Kolejny postój to znane i lubiane miejsce nad rzeką Solinką, z rzeką na dole i pociągiem na górze. Niestety, są dwa zasadnicze problemy. Rok wcześniej było mniej wody i nie było mokro. Do tego jest ciemno. Jakimś cudem nie przewracam się ani nawet nie brudzę schodząc. Ryzykując wiele wchodzę do rzeki (a rok temu chodziłem po suchych kamieniach). Buty nie przemakają a noga nie ślizga się na kamieniach, dzięki czemu popełniam kolejny kadr. Część fotografujących wyposażona jest w kalosze, dzięki czemu woda im niestraszna. Nawet ta powyżej kostek. Ja nie jestem taki odważny, choć i tak niewiele brakuje, by woda zaczęła lać mi się do buta.

imgp4779

Organizator informuje, iż parowóz cofnie by zrobić najazd dla filmujących, co wykorzystuję, wspinając się na nasyp i robiąc zdjęcie z cyklu „zderzaki”. Żałuję, że nie ma słońca, gdyż zapewne zdjęcie wyszło by dużo lepiej. Wspominałem już o coraz gorszym parametrze? W ruch idzie ISO800.

imgp4780

Impreza powoli zmierza ku końcowi. Jeszcze tylko fotostop z mostem nad Solinką w Cisnej, obok miejsca imprez, biegów itd. W związku z powyższym, wiele postronnych osób zaczyna fotografować nasz pociąg przy użyciu telefonów. Ale widzę to tylko przelotnie, „biegnąc” a właściwie kuśtykając na z góry ustaloną pozycję, gdyż parowóz zaczyna już cofać. Nie zostaję tam gdzie większość myśląc, że widok z boku będzie lepszy od frontalnego. Mam porównanie, w zeszłym roku zrobiłem dwa kadry, ale wtedy fotostop był statyczny. Warunki nie pomagają, ale tryb manualny pozwala na zrobienie w miarę dobrze naświetlonego zdjęcia, względnie zdjęcia, które da się potem uratować obróbką. Zdjęcie zrobione, można wracać do pociągu.

imgp4781

Zbliżamy się do Majdanu. Czas na ostatni fotostop, w tym samym miejscu co w zeszłym roku. Autobus już czeka. Niestety, nim pociąg kończy operację cofania, za autobusem ustawia się sznur pojazdów. No dobra, dwa. Ale żaden z lat 80-tych. Zaczyna kropić, ISO800 już ledwie wystarczy, ale nie mogę przecież nie zrobić zdjęcia! Tzn. mogę, kto mi zabroni? Ale trochę szkoda… Ostatni najazd imprezy, ostatnie zdjęcie. A nawet dwa, ale jedno nieostre.

imgp4783

Wsiadamy do pociągu i odjeżdżamy w stronę stacji. Koniec imprezy. Pada coraz mocniej, ale jestem zadowolony. Pogoda dopisała (wbrew prognozom) i choć znów nie trafiłem na „Złotą polską jesień”, to uważam, że zdjęcia wyszły nieźle. Z chęcią wrócę w Bieszczady. Choćby i po magnes na lodówkę. Żartuję, magnes będzie tylko dodatkiem do kolejnej przejażdżki. Tym razem nie tylko z aparatem, ale i kamerą.

Wpisane w Naszymi oczami

Zostaw komentarz