.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Pielgrzym Hrubieszowski

listopad 16th, 2016 by Kręzel Michał

Pielgrzymki Kolejarzy na Jasną Górę mają już długą tradycję. Pociągi pielgrzymkowe, odkąd pamiętam tj. pstrykam zdjęcia, jeżdżą zawsze w drugim tygodniu listopada. Zawsze był to wdzięczny temat do fotografowania. Przystrojone lokomotywy, długi skład i godzina odjazdu pozwalająca na zrobienie zdjęcia. Czego chcieć więcej? Od kilku lat lubelski pociąg rusza nie tylko z Lublina, ale także z Zamojszczyzny. Dzięki temu trafia się okazja, by sfotografować skład wagonowy na szlakach, które już dawno takowego nie widziały. Odrębną grupą osób zadowolonych są “zaliczaki”, gdyż mogą przejechać się z Hrubieszowa do Zamościa, a na tym odcinku nie kursują przecież rozkładowe pociągi pasażerskie. No, wg kanonu zadowolenie powinno być połowiczne, gdyż wracają po ciemku – a wiadomo, zaliczenie musi odbyć się przy świetle dziennym, w dodatku należy siedzieć w tym samym miejscu, by widoki za oknem nie powtarzały się. Wszystkim oburzonym odpowiadam, że takie zasady zostały mi przedstawione w trakcie jednej z imprez przez człowieka, który święcie wierzył w to, co mówił. Dobra, bo uciekam od meritum, a tym był kolejny wypad z niezawodnym kolegą caroosem oraz kolegą Ricardo, który tym razem obiecał, że w balona nas nie zrobi.

 
Jako, że mój środek transportu (choć właściwszą nazwą byłaby “nieruchomość”) nadal nie nadawał się do czegokolwiek innego niż założenie kurnika, organizacja transportu spadła na kolegę. Fakt ten, oraz to, że dzień wcześniej nie mógł zaszaleć z procentami w trakcie oglądania meczu reprezentacji Polski spowodował, że przywitała mnie nieco zniechęcona mina. Ruszyliśmy jednak dziarsko w stronę stacji paliw, by napoić konia wysokooktanowym (a jak!) paliwem, siebie zaś kawą i dodatkowo zasilić hot dogiem. Sprawy poszły daleko, bo powiększonym. Następnie udaliśmy się na stację, gdzie za kilka minut miał się pojawić trzeci do brydża. Niestety, jego pociąg opóźnił się, co znacznie komplikowało nam plany. “Hrubieszowski Pielgrzym”, bo tak ochrzciłem nasz cel, jadąc rozkładowo miał dużą szansę uciec nam w Wólce Orłowskiej, czyli miejscu ataku. Aparatami rzecz jasna. No i kamerą, bo w tą też się zaopatrzyłem. Generalnie nie zabieram kamery na “zadrucone” linie. Nie umiem na nich filmować (spokojnie, na bezdruciu też mi to średnio idzie – a to coś utnę, kopnę w statyw i takie takie).

 
Z odsieczą przyszedł jednak pewien portal społecznościowy, na którym poinformowano mnie, że “Pielgrzym” ma 20 minut opóźnienia. I mało i dużo, nie wiadomo było jak nam na drodze pójdzie, dlatego od razu zaczęliśmy rozważać miejsca alternatywne. Zbliżając się do Krasnegostawu kolega organizator uznał, że może by tak zajechać na stację Krasnystaw Fabryczny? Są bloki, jest cukrownia, “będzie zajefajnie”, a jak nie – to może coś się wymyśli. Nie byłem wielkim entuzjastą tego pomysłu gdyż a) w razie marnych perspektyw zostawało bardzo mało czasu by dotrzeć do Wólki, b) po co się pchać w nieznane? Nie ja jednak byłem kierownikiem tego bałaganu, ruszyliśmy więc w nieznane. Przejechaliśmy przez okolicę stacji i jak na razie tryumfowałem – zero ciekawych motywów. Nieciekawych też mało. Ruszyliśmy jednak, wbrew rozsądkowi, w stronę Rejowca, gdyż wydawało nam się, że może odnajdziemy jeszcze mityczny kadr z cukrownią w tle. Skręciliśmy w drogę ułożoną z betonowych płyt która kończyła się przy wysypisku śmieci (albo jakimś składowisku). Dalej była już tylko droga, którą ciężko nazwać drogą. Ale pojechaliśmy – w końcu przy trzyosobowym składzie w razie kłopotów jest dwóch do wypchnięcia samochodu… Nie zakopaliśmy się jednak.
Miejsce okazało się niezłe. Co prawda “wiało” lepiej niż w kieleckiem, ale była szansa na zdjęcie z cukrownią w tle. Opuściłem ciepły pojazd, wziąłem klamoty i ruszyłem w stronę miejsca, które sobie upatrzyłem. Dotarłem, rozstawiłem majdan i uznałem, że jednak nie jest tak fajne jak sobie wyobrażałem. Koledzy przyszli, popatrzyli, poszli na drugą stronę torów i stwierdzili, że z tamtej strony wygląda to cokolwiek lepiej. Pozbierałem swoje rzeczy i poszedłem do nich. Na miejscu faktycznie okazało się, że jest lepiej. Rozpoczął się okres oczekiwania, gdyż “Hrubieszów” przyjechać miał za pół godziny. Nagle roztrzeszczało się NaSzlakuFM. Grali piosenkę “coś stoi w Krasnymstawie, w dodatku towarowego i chyba sobie zaraz pojedzie”. Niestety, miało jechać w stronę Zawady. Ha! A mówiłem, żeby do Wólki jechać! Nic to jednak, następną piosenką, nadaną zaraz po poprzedniej była “Hrubieszów jadymy!”. Kolega caroos łaził w tym czasie po okolicznych polach szukając jeszcze lepszego kadru, my zaś z kolegą Ricardo obmawialiśmy go – wszakże trzeba było podjąć jakąś formę walki z nudą. Caroosowi wkrótce jednak znudziło się to łażenie, wrócił więc do nas. Ja tymczasem miałem już ustalone dwa kadry zdjęciowe oraz ustawiony kadr do filmu. Sielski obraz psuł tylko wiatr, który nie dość, że wiał mi prosto w mikrofon kamery, to dodatkowo niósł dosyć “chłodne” powietrze. Moje dalsze rozważania nad tym cudem natury przerwał krótki komunikat Ricardo – “Jedzie”. Odpaliłem kamerę, wycelowałem aparat i czekałem. Pierwszy kadr mi nie wyszedł, gdyż lokomotywa wjechała “w krzaki”. Drugi zaś, z pociągiem na łuku wyszedł całkiem nieźle. Naszym bohaterem, Pielgrzymem Hrubieszowskim, okazała się być SU46-017 ze składem trzech wagonów. Ach, szkoda że nie jakaś zielona! Z drugiej strony pasażerski skład wagonowy na tej linii to już rarytas, pozostało więc nie narzekać tylko cieszyć się z tego co jest.

imgp4800

http://www.youtube.com/watch?v=xLUzKLsJwR4

Pociąg pojechał sobie, ja zaś nawiązałem kontakt z kolegą Konradem, który także zainteresowany był uwiecznieniem tego pociągu. Przekazał nam bardzo cenną informację o kursującym między Zamościem a Hrubieszowem “Fabloku”. Jest to jedna z dwóch zmodernizowanych przez Fablok lokomotyw ST44, w tym przypadku ST44-3002. Decyzja mogła być tylko jedna!

jedziemy-tam
Kolega caroos napomknął coś o wcześniejszej pogoni za słyszanym wcześniej pociągiem towarowym, na co przystaliśmy z ochotą. Ruszyliśmy więc w szaloną (w granicach rozsądku) pogoń za tym pociągiem. Naszym celem – Zawada. W międzyczasie mieliśmy okazję przejechać przez Krasnystaw, dzięki czemu znaleźliśmy miejsce idealne do sportretowania luzaka albo małego szynobusa. Po dłuższej chwili dotarliśmy do Zawady. Niestety, po drodze nigdzie nie było widać naszego uciekiniera. Co gorsza, w Zawadzie też go nie było. Okazało się, że dotarł już do Klemensowa. Ruszyliśmy więc tam.
Klemensów przywitał nas widokiem wagonów pociągu, który tak chcieliśmy złapać, oraz świateł po torze “szerokim” od strony Zagłębia. Nie było czasu rozstawić kamery, dlatego też zdecydowałem się, że chociaż zdjęcie zrobię. Założenie jest proste – w zasadzie nie da się zrobić dobrego zdjęcia w czasie filmowania, gdyż trzeba pilnować kamery (no, chyba że od razu planuje się szeroki kadr). Światłami po “szerokim” okazał się być pociąg złożony z samych lokomotyw – w naszą stronę jechała “turbotamara” z dwoma zimnymi ST44. Cofnąłem się kawałek by zrobić im zdjęcie wraz z budynkiem gospodarczym normalnotorowej stacji Klemensów (być może dawną nastawnią?).

imgp4801
Skład minął nas, odwróciłem się więc i zrobiłem zdjęcie “od zakrystii”. Tym razem za motyw nic mi nie posłużyło, ot “jechało to pstrykłem”.

imgp4802
Nadszedł czas pożegnania z Klemensowem, które zostało na chwilę odłożone, gdyż do drogi powrotnej szykowała się lokomotywa naszego “uciekiniera”. Maszyna dziarsko ruszyła do przodu, ale pomimo średnich warunków oświetleniowych sfotografowanie jej nie nastręczyło wielu problemów. Tym razem do kadru dorzuciłem wagony oczekujące na zabranie do Zakładów Tłuszczowych w Bodaczowie oraz żółty domek.

imgp4803
BRka, czyli niedościgniony bonus, pojechała sobie, my zaś rozpoczęliśmy podróż w stronę miejscowości Karp, położonej po drugiej stronie Zamościa. Podróż nie trwała jednak długo, gdyż kolegę kierownika coś tknęło i w Niedzieliskach zjechał na jeden z przejazdów. Nie mogło się to skończyć inaczej jak widokiem kolejnych świateł na torze “szerokim”, tym razem od strony Zamościa. Nastąpił szybki desant z pojazdu, po którym biegnąc a w zasadzie ślizgając się po błocie dotarłem na w miarę konkretne miejsce. W kadr zdecydowałem się wepchnąć peron przystanku normalnotorowego w Niedzieliskach – zresztą nie miałem wielkiego wyboru, gdyż pociąg był już bardzo blisko. Prowadzony był “Borsukami”, “Terminatorami” lub “Vaderami” (jak kto woli). “Ruda”. Długi skład. Zrobiłem zdjęcie i zacząłem żałować, że kamera, zamiast nagrywać to widowisko, leży w samochodzie. Tymczasem kolega caroos przekazał mi, że pociąg ten ma popych.

imgp4805

Gdy skład nas minął (a trzeba przyznać, że był okazały!) okazało się, że na jego końcu występuje ginący gatunek, a mianowicie żółto-zielony ST44. Przed nim jechał jeszcze jego niebiesko-biały brat bliźniak, znany jednak z tego, że jest mniej fotogeniczny. Przekuśtykałem więc czym prędzej na drugą stronę i zrobiłem kolejne zdjęcie.

imgp4806
Liczyłem, że będziemy kontynuować podróż na wschód, caroos widział to jednak inaczej. “Gonimy dziada!” – wyrwało mu się. Głośno zaprotestowałem – “A Fablok?”. W odpowiedzi usłyszałem, że jest ciemno, zimno i do domu daleko a w zasadzie to mam wsiadać, bo nam pociąg ucieka. Czym prędzej ruszyliśmy więc w stronę Szczebrzeszyna, gdzie okazało się, że pociąg nie ma zamiaru od razu jechać dalej, gdyż najpierw musi zgubić “ogon”. Sprawy trochę się skomplikowały – gdybyśmy dalej gonili “rudę”, żółty gagarin (wraz z mało urodziwym niebieskim bratem) ani chybi uciekł by nam do Zamościa.

Zdecydowaliśmy się jednak na podjęcie ryzyka. Ruszyliśmy do Żurawnicy, a w zasadzie Bagna, gdyż znajdująca się tam górka pomaga ładnie wyeksponować skład pociągu. Nie byłbym sobą, gdybym nie poszedł w sobie tylko znanym kierunku i dzięki temu nadrobił ładne kilkaset metrów w stosunku do drogi, którą przebył kolega Karol. Ricardo uznał, że taki skład wyjdzie mu lepiej na wjeździe do zwierzynieckiego lasu. Na górkę wdrapałem się z niemałym trudem (wychodzi całkowity brak kondycji), rozstawiłem kamerę i wtedy… delikatnie zaczął prószyć śnieg. Niemal niezauważalnie, ale jednak. “Ruda” nie kazała na siebie długo czekać, odpaliłem więc kamerę która spokojnie nagrywała sobie przejazd pociągu, ja zaś skupiłem się na zrobieniu zdjęcia.

imgp4807

https://www.youtube.com/watch?v=PX-B8xb2DXA

Po jego wykonaniu (i nagraniu filmu) rozpocząłem o wiele mniej męczącą podróż w dół zbocza. Starałem się tylko, by podróż ta nie stała się ekspresową, ew. zakończoną lądowaniem z telemarkiem. Dotarłem do samochodu, gdzie czekała już reszta naszej załogi. Ruszyliśmy ku Szczebrzeszynowi, by złapać “żółte czoło”. Okazało się jednak, że jego niebieski, brzydszy brat stoi wraz z nim oraz pociągiem w stronę Zagłębia. Nieśmiało zasugerowałem, że moglibyśmy wybrać się do znanego i lubianego Kanionu. Karol zaczął kręcić nosem, że “to daleko, nie chce mu się a i samochód nie jeździ na wodę”. Mówił to jednak bez szczególnego przekonania i dlatego też raźno ruszyliśmy do Szozd. W drodze tam caroos, patrząc na górki za stacją w Szczebrzeszynie, stwierdził, że z chęcią by na jedną z nich wszedł i poczekał na coś. Kontynuowaliśmy jednak podróż. Nie bylibyśmy sobą, gdyby o mały włos nie uciekł nam kolejny skład, tym razem w stronę Zamościa, a widziany między Żurawnicą a Bagnem. Drań musiał stać w Zwierzyńcu i ruszyć zaraz po przyjeździe “rudy”. Na szczęście udało się go złapać, choć w mało fotogenicznym miejscu. Zdjęcie, choć technicznie nie można mu nic zarzucić, jest typowym OKP.

imgp4809
Na końcu pociągu znajdował się popych, ale mając podpięty teleobiektyw nie próbowałem nawet kuśtykać, by zrobić mu zdjęcie. Czasem trzeba dać sobie spokój. Karol wspomniał coś o wspięciu się na górkę, został jednak pokonany argumentem, że teraz na pewno pojedzie “Szczebrzeszyn”. W drodze do Kanionu, już w Szozdach, natknęliśmy się na “tararę” Torpolu ze składem roboczym. Czym prędzej zabraliśmy się za zdjęcia, gdyż nie było wiadomo kiedy skład “szeroki” ruszy ze Szczebrzeszyna – może już był w drodze?

imgp4811
Zadowoleni z uchwycenia tego bonusa udaliśmy się na wiadukt nad torami. Miejsce to zmieniło się od czasu naszego ostatniego pobytu. Przede wszystkim jakaś dobra dusza wycięła większość krzaków i drzew od strony Biłgoraja, dzięki czemu pojawiła się możliwość zrobienia nowych kadrów. Kierownik wycieczki dokonał rozpoznania terenu i stwierdził, iż fajnie by było złapać coś z tamtej strony. Od strony Zamościa także nie było można narzekać na widoczność, dlatego też siedzieliśmy w samochodzie. No dobra, po prostu było zimno. Jako operator kamery musiałem jednak podjąć decyzję o przebywaniu poza pojazdem, gdyż film nie zdjęcie, trzeba odpowiednio wcześnie zacząć nagrywać. Rozstawiłem się więc ze sprzętem, celując w stronę Zamościa. Oczekiwanie umilała mi herbata z termosu oraz kiełbasa chorizo. Po chwili pojawił się także Ricardo, któremu znudziło się siedzenie w samochodzie. Nagle dało się słyszeć odległe trąbienie. Ale nie od strony Zamościa… W te pędy zgarnąłem kamerę ze statywem i pokuśtykałem w stronę Biłgoraja. W tzw. międzyczasie krzyknąłem do kierowcy żeby się zbierał bo coś jedzie, ale mnie zignorował. Dopiero gdy zobaczył, że jesteśmy już dosyć daleko od niego, a w zasadzie na miejscu docelowym, wyszedł z samochodu i zapytał co się dzieje. W odpowiedzi na moje hasło, że “jedzie” usłyszałem, że bzdury gadam. Pofatygował się jednak do nas i w tym momencie zza węgła wyskoczyły światła. Kamera już pracowała, ja zacząłem zaś zastanawiać się, jaki kadr zastosować. Coś tam wymyśliłem, tymczasem zacząłem przyglądać się naszej kolejnej “zdobyczy”. Okazał się nią tercet maszyn – “Wjader” + 2 “Gagary” oraz krótki (a szkoda!) skład mieszany. Dłuższy bardzo pięknie wił by się na łukach. No, ale nie ma co narzekać, ważne, że cokolwiek pojechało. Zdjęcie wyszło jak wyszło, gdyż uważam, że lokomotywy mogłem “podpuścić” trochę bliżej.

imgp4813

https://www.youtube.com/watch?v=BUx9epUvkIk

Ostatnie wagony wyjechały z kadru, wyłączyłem więc kamerę i ruszyłem w stronę samochodu. Dokuśtykałem i rozstawiłem się od razu po drugiej stronie wiaduktu, tak, by nie być zaskoczonym. Tym razem schowałem się do samochodu, gdyż zaczął padać… śnieg. “Tego jeszcze nie grali”, pomyślałem. Tzn. grali, bo wcześniej coś bździło, ale teraz zaczęło się białe szaleństwo. W pewnym momencie opuściłem samochód i dobrze zrobiłem, gdyż przez podmuchy wiatru, od strony Zamościa (a w zasadzie Zwierzyńca) dał się słyszeć podejrzany dźwięk. Nie był to stukot, raczej wycie. Albo “piłowanie” lokomotywy. Kto raz to słyszał – ten wie. Machnąłem ekipie, która niespiesznie wytarabaniła się z wehikułu i też zaczęła nasłuchiwać. Potwierdzili moje przypuszczenia, coś ewidentnie się telepało. Za namową kolegi Ricardo odpaliłem kamerę by uchwycić te odgłosy. Nie minęła minuta, jak przez zasłonę śniegu dały się zobaczyć reflektory lokomotywy. Nadjeżdżał “Szczebrzeszyn”. No, nadjeżdżał to mocne słowo, gdyż ledwo się toczył, ale padający śnieg na pewno nie poprawiał sprawy. W pewnym momencie zauważyłem, że na obiektyw kamery spadł płatek śniegu, co znacząco podniosło mi ciśnienie. Wpadłem nawet na pomysł, by spróbować zgarnąć go palcem, ale szybko się zreflektowałem. Po co psuć tak dobre ujęcie? Zostawiłem więc kamerę swojemu losowi, w zamian rozpoczynając poszukiwania “kadru idealnego”. Chyba nie znalazłem, ale zdjęcie zrobiłem.

imgp4816

http://www.youtube.com/watch?v=m9Z6qp3uL2M

Zdążyłem jeszcze zmienić kadr filmu (i niczego przy tym nie uciąć ani nie kopnąć, sukces!). Pociąg pojechał sobie dalej, my zaś wróciliśmy do samochodu. Minuty dłużyły się i jak na złość nic nie chciało jechać. Na szczęście śnieg przestał padać. Meldunki wskazywały, że powinniśmy czekać, gdyż coś jeszcze na pewno pojedzie. Niestety, robiło się coraz ciemniej a trzeba jeszcze było odstawić kolegę Ricardo. Ruszyliśmy więc, w miarę zadowoleni, w stronę domu. W Szczebrzeszynie na “wolną drogę” oczekiwał nasz tercet, co oznaczać mogło, że od strony Zamościa znów coś jedzie. Kilkunastominutowe oczekiwanie nie dało jednak rezultatów. Sprawdziłem parametry i się przeraziłem – tak podłego dawno nie widziałem. Pozostało więc ruszyć w drogę powrotną, zahaczając po drodze o kebab “Pod Psem”.

Wpisane w Naszymi oczami

Zostaw komentarz