.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Podradomska masakra kiblem mazowieckim

styczeń 11th, 2017 by Kręzel Michał

Zima to bardzo fotogeniczny okres w przyrodzie. Pod warunkiem jednak, że jest dużo śniegu oraz, w naszym przypadku, duży ruch na torach (lub jak kto woli “w interesie”). Niedzielny wyjazd obfitował jedynie w mróz. Duży mróz. Ale może od początku.

Samochodu nadal nie mam (i chyba już zdążyłem się do tego przyzwyczaić), skazany więc jestem na zaszczytne stanowisko współpasażera. Ma to swoje plusy – nie jestem organizatorem wycieczki, więc nie muszę się przejmować na przykład mandatami czy też amortyzacją samochodu. Urwany zderzak? Nie mój problem. Potrącenie człowieka na przejściu dla pieszych? Dobra, nieważne. Caroos odezwał się w czwartek z zapytaniem odnośnie wyprawy w pierwszy dzień weekendu. Odpowiedziałem, że z chęcią, ale nasze plany pokrzyżowane zostały przez pogodę. W sobotę wskazania termometru zatrzymały się na -20 °C. Albo i niżej. Temperatura taka nie sprzyja fotografom takim jak my (ręka do góry komu sprzyja), gdyż trudno wysiedzieć na dworze a i w samochodzie szybko robi się zimno. Postanowiliśmy więc przełożyć nasz wyjazd na niedzielę. Ósmy stycznia 2017 roku zaczął się mroźno. Termometry wskazywały około -20 stopni Celsjusza (no, -18, ale to szczegół)(rozważałem, czy termometr nie zamarzł, ale po organoleptycznym skontrolowaniu zawartości tj. alkoholu stwierdziłem, że nie – choć w oczach jakby pociemniało…), kolega dał jednak znać, że już po mnie jedzie – nie było więc wyboru. Ubrałem kalesony, dwie pary skarpetek, grube spodnie, bluzę, kurtkę a na dokładkę jeszcze kominiarkę – można więc powiedzieć, że mróz był mi niestraszny. Caroos zajechał swoim bolidem i mogliśmy ruszać w nieznane. No, plan był żeby pojechać gdzieś w okolice Radomia, ale w ostatniej chwili o mały włos nie skręciliśmy do Gołębia. Ten pomysł jednak wyleciał nam z głowy i pojechaliśmy w stronę Kozienic.

Pierwszym zgrzytem była zamknięta stacja Orlenu (ale tu brak zdziwienia, zamknięta jest od miesiąca), przez co wyjazd nie zaczął się od hot doga i kawy. To źle wróżyło. Drugim zgrzytem było to, że nie kupiliśmy kawy i hot doga w Kozienicach, no dobra, Aleksandrówce. Bo się Caroos zaraz przyczepi, że coś zmyślam. W każdym razie podążaliśmy niespiesznie do Wrzosowa, przed Antoniówką k/Radomia. W okolicach Jedlni, NaSzlakuFM podało że coś jedzie na Radom. Osobowego o tej porze nie było, TLK też nie. Dojechaliśmy do Wrzosowa.

Maszynista DB Schenker, prowadzący ekspres kontenerowy po szlaku Jedlnia Letnisko – Radom Wschodni, widział już w życiu wiele, ale nie spodziewał się, że ujrzy w Antoniówce dwóch jegomościów z aparatami… My też po prawdzie nie spodziewaliśmy się pociągu tak szybko, dlatego też na dwudziestostopniowy mróz wyskoczyłem bez czapki i rękawiczek. W dodatku do aparatu podpięty był nie ten obiektyw. No i słońce było nisko, nie oświetlało okolicy. Wiadomo, każdy powód jest dobry by uznać, że chciałem zrobić dobre zdjęcie, ale nie wyszło…

1

Pantograf pięknie iskrzył, ale na zdjęciu tego efektu nie dało się pokazać. Może gdybym robił zdjęcia seryjne? To nie jest głupi pomysł, spadła by mi średnia gniotów! Ale do rzeczy. Pociąg sobie pojechał, my zaś uznaliśmy, że tu nie mamy czego szukać. Ciemno, zimno… Pojechaliśmy więc dalej, do Antoniówki.

Antoniówka przywitała nas słońcem w pełnej krasie. “Hurra!” pomyślałem, w końcu jakieś zdjęcia ze słońcem! Zbliżał się czas przejazdu TLK “Bolko”, przemieściliśmy się więc na piechotę o kilkaset metrów w stronę Dęblina. Wiatr nie wiał a i temperatura była jakby bardziej znośna. No, -16 °C ciężko nazwać znośną temperaturą, ale lepsze to niż -20 °C. W oddali jakby dał się słyszeć stukot kół. I coś jakby trąbiło. Jeszcze przy samochodzie zmieniłem obiektyw na bardziej mi w tej chwili odpowiadający “szeroki kąt”, gdyż chciałem pokazać jak najwięcej zimowego krajobrazu. Niestety, kolega usilnie nie chciał usunąć mi się z kadru, musiałem więc pójść tam gdzie on. Dzięki temu w kadrze znalazło się jakieś zdechłe drzewko czy dwa, przysypana śniegiem dróżka oraz pociąg. Liczyłem, że może jakiś zielony trapez albo chociaż budyń, ale nie – do bólu ICkowa EU07.

2

Wiedzeni instynktem typowego mikola ruszyliśmy dalej, w stronę Radomia. Dotarliśmy do przystanku w Rajcu Poduchownym, ale szybko okazało się, że nic ciekawego nie da się tu popełnić. Nieciekawego też nie. Przemieściliśmy się kawałek w stronę Radomia i oczom naszym ukazała się piękna prosta, a w tle majaczący, jak się potem okazało w smogu, wiadukt DK12. Ustawiliśmy się na polnej dróżce obok uli i rozpoczęliśmy oczekiwanie. Radio ostrzegało przed smogiem w całej Polsce, generalnie kazali zostać w domu i nie zaciągać się. Niemal od razu poczułem smród tego “morowego powietrza”, ale szybko okazało się, że to tylko kolega otworzył paczkę kabanosów. Nie chcąc się udusić, ubrałem kominiarkę i ruszyłem na zewnątrz, gdzie uznałem, że pociąg od strony Radomia to może i fajnie wyjdzie, ale od strony Dęblina była tzw. “bryndza”. W rozkładzie w oddali majaczył pociąg osobowy z Dęblina do Radomia, ale czasu było aż nadto, by pojechał jakiś bonus. Tym bonusem miał być ET22-233, gdyż dzień wcześniej udał się z Warszawy do Chotyłowa po skład. Gdzieś mi świtało, że z Chotyłowa jeździ w kontenerach biomasa do elektrowni w Połańcu – skąd ja to wziąłem? Nie wiem. Jak można łatwo się domyśleć – nic do czasu osobowego nie pojawiło się. Najpierw próbowałem jednak coś od strony Dęblina wymyślić – ale słabo mi szło.

Piękny, wyborny wręcz kadr, przygotowany dla jakiegoś “rodzynka” (gdyż pomyślałem, że jak nie ET22-233 od Dęblina to może ET22-003, EU07-195, ET41-001 albo ET42-001 nadjedzie od Radomia. EP09-046 też bym przeżył) wykorzystać więc musiałem by sportretować zwykłe mazowieckie telepiszcze. No, może nie zwykłe, bo po modernizacji, ale spojler i szpachla na Tico też nie czynią z niego samochodu sportowego. W miejsce jednostki proszę wstawić sobie dowolny, powyżej wymieniony tabor. Prawda, że piękne? No właśnie, a tu jakoś tak… pospolicie.

3

W tle załapał się też maszt wiatraka, który kiedyś służył gospodarzowi do wytwarzania prądu – a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. 6 lat temu miał nawet łopaty!

IMGP6132

Czas powoli mijał, a kolega zaczął nawet filozofować, że początek roku zawsze wygląda tak samo i zawsze tak samo dajemy się zrobić w balona. Coś w tym niewątpliwie jest, rok temu też nam poskąpiło. Kazałem mu przestać siać defetyzm, gdyż wiadomo, że łatwo można wykrakać i wracać do domu z pustą kliszą. Jak na złość jednak, proroctwo bezruchu zdawało się wypełniać. Minęła godzina i na horyzoncie pojawił się osobowy od Radomia. Nie muszę dodawać że, czy to z lenistwa, czy też z braku perspektyw i zniechęcenia, “popełniłem” dokładnie taki sam kadr jak wcześniej. Nawet numer jednostki ten sam. Jedynym “novum” było dorzucenie przeze mnie drugiego wiatraka, tym razem niższego ale za to kompletnego. “Winny się tłumaczy!” – gdyż patrząc na to zdjęcie, czuję się winny niepotrzebnego kłapnięcia lustra aparatu.

4

Zdjęcie z cyklu – “jechało to pstrykłem”. Słoneczko przesunęło się, trzeba więc było ruszyć dalej. Powolutku, wzdłuż torów, udaliśmy się pod wiadukt DK12. Próba dotarcia na górę niezbicie udowodniła, że w razie pojawienia się pociągu od Dęblina kolega nie zdąży wejść na wiadukt. Ja upierałem się, że zdążę, ale sam w to powątpiewałem. Wystawanie na górze i czekanie na cud, a właściwie jakiś pociąg towarowy, poważnie utrudniało zimnie powietrze, gdyż temperatura niby wynosiła już “tylko” -10 °C – ale nadal było to zbyt zimno. Jako, że nie wziąłem ze sobą nowego numeru “Kolei Małych i Dużych”, który to z pewnością umilił by oczekiwanie, zmuszony byłem do oglądania śmiesznych kotów w internecie oraz przeglądania pewnego znanego portalu społecznościowego i poszukiwaniu na nim informacji o naszym rodzynku, czyli ET22-233. Niestety okazało się, że może i jechał tam gdzie czekaliśmy, ale parę godzin wcześniej – a właściwie w nocy. Dumanie nad naszym pechem przerwał kolega Caroos, który “coś usłyszał”. Omamy słuchowe są częste w naszej “grupie zawodowej”, gdyż słyszymy pociąg na wiele minut przed jego przejazdem (a czasem i dni), dostrzegamy także więcej:

“- Ty patrz, światła!”

“- Gdzie?”

“- No tam, coś jedzie!”

I po 20 minutach:

“- A nie, zdawało mi się”.

Tym razem uznaliśmy, że to jakaś ciężarówka trąbiła. A to echo grało. Nagle kolega powiedział: “- W….isz się”. I faktycznie, w tym momencie minął nas luzak w postaci EU07-18x w malowaniu PKP Cargo. Byłem kompletnie nieprzygotowany na taki rozwój sytuacji, lokomotywa pojechała więc dalej, a my jak te sieroty siedzieliśmy w samochodzie. Ucieczka luzaka, choć podniosła ciśnienie, nie spowodowała (jeszcze) pogorszenia humorów. Niestety, do czasu przyjazdu osobowego z Radomia do Dęblina nie trafiło się nic więcej. Sam osobowy sfotografowałem z wiaduktu, tym razem jednak nie miałem, wzorem kolegi, podpiętego teleobiektywu a “szeroki kąt”. Dzięki temu nie mam “stodwudziestegopiątego” zdjęcia z tym samym kadrem.

5

Widoczne na zdjęciu zamglenie to prawdopodobnie ten “teoretyczny” smog o którym co godzinę trąbiło radio. Wróciliśmy do samochodu i zaczęliśmy, tym razem już głośno, narzekać na nasz brak szczęścia. W odpowiedzi szczęście skierowało w naszą stronę… 2 x ET22. Ale znów od strony Radomia. I tym razem obeszliśmy się smakiem, tj. brakiem zdjęcia. Dlatego też, gdy na horyzoncie pojawił się skład osobowy złożony z EN57AL, nawet nie wyszedłem z samochodu. Wyszedłem za to by sfotografować kolejny pociąg pasażerski, tym razem “Sztygara”. Znów liczyłem na budyń, zieleń a może nawet żółte czoło? Wiadomo, umiesz liczyć…

6

TLKa pomknęła dalej, my zaś wróciliśmy do samochodu i zaczęliśmy myśleć o powrocie do domu. W tzw. międzyczasie koło torów pojawił się osobnik, którego od razu zakwalifikowałem jako mikola-terrorystę z aparatem. Ale to oznaczało jedno – wiedział o czymś, o czym my nie wiedzieliśmy. Zaczęliśmy go więc bacznie obserwować. Okazało się jednak, że nie był to mikol-terrorysta, a biegacz dalekodystansowy, który jedynie zrobił sobie krótką przerwę. Postał chwilę po czym pobiegł dalej. Generalnie w czasie naszego pobytu pod wiaduktem nie zainteresował się nami pies z kulawą nogą. Może to przez temperaturę? Zazwyczaj autochtoni, o ile nie uciekną na widok aparatu, podchodzą i pytają “Panie ludzie, a tu Tesko bedzie?”. W sumie, to jeden pies się nami zainteresował, ale obsikał tylko oponę i poszedł sobie dalej. Coś mnie tknęło i uznałem to za znak, ale nic z tym nie zrobiłem. I to był chyba błąd, gdyż wdrapawszy się na wiadukt ujrzał bym zmierzający od Radomia w naszą stronę skład towarowy prowadzony ET22-1060. W składzie same wagony kryte. I choć skład jednolicie niebieski, to w zachodzącym powoli słońcu prezentował by się nieźle. A może i byśmy go pogonili? Niepocieszeni udaliśmy się w stronę stacji w Jedlni Letnisko by zobaczyć, czy pociąg ten nie został zatrzymany z racji zbliżania się godziny przejazdu pociągu TLK do Lublina. W czasie przejazdu przez stację “NaSzlakuFM” znów podało komunikat pogodowy, ale nie zwróciliśmy na niego uwagi. Kolejny błąd, gdyż gdy dojechaliśmy do polnego przejazdu za stacją, naszym oczom ukazał się… pociąg towarowy zmierzający w stronę Radomia. Co z tego, że niebieski byk… Co z tego, że kilkanaście wagonów z nawozami… Nie było nas w tym momencie na wiadukcie. Odechciało nam się czekać na TLKę do Lublina. Do domu wracaliśmy w kiepskich nastrojach. Ale żeby historia nie kończyła się źle, to relację tą zapiszę sobie w pamięci. Jeśli za rok, na początku stycznia, znów będzie zimno i ktoś będzie mnie na “foty” wyciągał, to podeślę mu link. “Śmiechom nie będzie końca”.

 

Wpisane w Naszymi oczami

Zostaw komentarz