.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Drugie polowanie na Vectrona

czerwiec 20th, 2017 by Kręzel Michał

… tym razem z nędznym rezultatem.

Ale może zacznijmy od początku.

Kolega caroos po raz drugi został szczęśliwym ojcem, dzięki czemu realizuje się w ojcostwie a nie w robieniu zdjęć, co moim zdaniem jest z korzyścią dla wszystkich. Dzieci mają ojca a oczy widzów nie są “gwałcone” gniotami przez niego popełnionymi*.

W związku z tym musiałem znaleźć innego współtowarzysza wypraw. Zgłosił się do mnie kolega Kondziolot, którego marzeniem było złapanie Vectrona Cargo, który od czasu do czasu pojawiał się w obsłudze pociągów kontenerowych jeżdżących po S-Łce. Z sobie tylko znanych źródeł dowiedziałem się, że a) pociąg jeździ o tej i o tej godzinie, a przynajmniej powinien; b) czasem jedzie ET22, czyli taki trochę starszy brat Vectrona.

Uzbrojeni w tą wiedzę wybraliśmy się w niedzielę, 28 maja, do Jaźwin. Kolega przybył po mnie swoim samochodem, dzięki czemu moja “lodówa” mogła trochę odpocząć. Celem naszym był znany i lubiany wiadukt, opisywany przeze mnie już w jednej z wcześniejszych opowieści (dziwnej treści).

Średnie ilości naraz byków

W drodze do Jaźwin przejechaliśmy przez stację w Pilawie, która uraczyła nas widokiem “turbokibla” KM, podejrzanego składu wagonów do przewozu biomasy oraz węglarek – oba bez lokomotyw. Za nastawnią w stronę Zabieżek stał jeszcze skład ChOT (Chemicznego Odchwaszczania Torów) z ładnie wyglądającą stonką. Niestety, zdecydowałem, że zdjęcie tego niecodziennego gościa zrobię już w czasie powrotu, gdy słońce będzie ten skład oświetlać łaskawiej (a nie centralnie).

Dojechaliśmy do wiaduktu, rozłożyliśmy majdan – i w tym momencie na horyzoncie pojawił się samochód SOK. Odbyliśmy przyjemną rozmowę, wyjaśniliśmy cel naszego pobytu w tym zapomnianym przez Boga i ludzi (no dobra, nie do końca) miejscu, zostaliśmy spisani, Kondziowi przegrzebano bagażnik i w końcu pozostawieni samym sobie. Panowie byli wielce zdziwieni, że ktoś może robić tyle kilometrów dla zdjęć pociągów. W końcu w Dęblinie też jest dużo torów… Zapewne uznali nas za wariatów, ale co poradzić, takie hobby. Lepsze to niż fotografowanie autobusów komunikacji miejskiej 😛

Swoją drogą, wiadukt strasznie zarósł, mnóstwo zielska dookoła. Dobrze, że nie zająłem się karczowaniem, bo pewnie na spisaniu by się nie skończyło.

Ale wróćmy do tych pociągów… Na początku panowała złowieszcza cisza, ale po chwili tarcza wjazdowa do Jaźwin zmieniła kolor na jakże przyjazną, zieloną barwę. Niezdrowym było by od razu myśleć, że to nasz gość specjalny. I słusznie! Niebieski ET22! Ale tym razem nie ciągnął węglarek! Pierwszym bohaterem okazał się skład Taddsów, zapewne do puławskich Azotów. Słońce ostro świeciło w przednią szybę, ale zdjęcie wyszło.

Kondziolot to filmowiec pierwszej klasy, dlatego też miałem wyłączność na gnioty fotograficzne. Na dzień spisywania tej relacji filmy z tego wypadu nie są jeszcze dostępne. Zainteresowanych odsyłam na stronę Konrada na YouTube.

http://www.youtube.com/channel/UCkLA-7on2mlleX5fwP3L5wQ

[EDIT 24.06.2017] Kompilacja filmów dostępna jest tu -> klik! <- [/EDIT]

Pierwszy pociąg (i mieliśmy nadzieję, że nie ostatni) tego dnia sobie pojechał, my zaś skupiliśmy się na dalszym oczekiwaniu. W dodatku Kondzio poczęstował mnie kawą, która ożywiła mój umysł. Utyskiwałem na postępujące zarastanie obiektu, ale cóż mogłem zrobić? Piła i maczeta zostały w moim samochodzie. Moje akademickie rozważania przerwało pojawienie się świateł od strony Pilawy. Miałem nadzieję, że nie jest to nasz mityczny i upragniony “Vectron”. I nie był. Okazało się, że pięknie, centralnie pod słońce zmierza ku nam EU07. Okazało się, że to “zmodernizowana” siódemka ze składem nawozów z puławskich “Azotów”. Spróbowałem szczęścia i zrobiłem zdjęcie. Teraz tak myślę, że mogłem je sobie odpuścić, ale skoro już powstało to pozwól drogi Czytelniku, że je tu zaprezentuję.

Jak widać, szału ni ma.

Wróciliśmy do oczekiwania, dodatkowo zdecydowałem się na wypicie piwa by odwrócić zły urok. Właściwie to w czasie “fot” nie pijam piwa (zwłaszcza gdy to ja prowadzę!), w innym zaś wypadku zazwyczaj zapominam sobie kupić, no i nie chcę drażnić kolegi Karola. On za to nie ma tego problemu – i jak może, to zawsze trochę złocistego płynu wychyli.

Można powiedzieć, że częściowo odczarowałem miejscówkę, gdyż po kilkunastu minutach Jaźwiny znów dały “zielone światło”. Na horyzoncie pojawił się Vectron… Czerwono-szare czoło, a przynajmniej tak to wyglądało. Czyli jedzie! Jedzie! Je… DB. Vectron DB.

No, miał być Cargo, ale nie można być wybrednym, prawda? Może gdybym wypił dwa piwa? Albo setkę czegoś mocniejszego? Na przykład kompotu ze śliwek?** W sumie taki Vectron lepszy niż żaden. Nastał czas bezruchu, słonko nieznacznie przesunęło się na nieboskłonie, ja zaś pogrążyłem się w rozmyślaniach. Z rozmyślania wyrwała mnie myśl, że słońce coś zbyt intensywnie oświetla moją prawą rękę. Nie było to jeszcze przypiekanie, ale pomyślałem, że trzeba się pilnować. Tymczasem od strony Pilawy znów pojawiły się światła. Warunki pozwalały na zrobienie zdjęcia lepszego niż poprzednio (co nie znaczy, że dobrego), dlatego też wysiadłem z samochodu i wycelowałem, planując w sumie standardowy jak na tą “miejscówkę” kadr.

Naszą zdobyczą okazał się widziany już w Pilawie skład kontenerów do przewozu biomasy. Tyle, że wcześniej nie miał lokomotywy z przodu. W dodatku ładnej, choć niebieskiej – ale w starym schemacie, już wypłowiałej… Słowem, mającej swój urok. Nie powiem, ucieszyło mnie, że coś się na torach dzieje. Zazwyczaj pojadą jeden – dwa pociągi a my siedzimy i czekamy na zbawienie. Nie przeszkadzało mi nawet, że przeważały ET22. Miałem nadzieję, że się to zmieni. Moją radość przerwało odległe Rp1, a następnie pojawienie się “zielonego” na tarczy wjazdowej Jaźwin. Tym razem wymyśliłem inny niż zazwyczaj kadr i rozpocząłem szaleńczy bieg przez nieużytki w stronę wyimaginowanego miejsca, z którego miało być pięknie. Nie przewidziałem jednak, że nawet po jednym piwie wypitym na słońcu, moja koordynacja ruchowa może być zachwiana. Na szczęście upadek nie był bolesny a i aparat nie ucierpiał. Moja duma też nie, nie było na to czasu. Dobiegłem na miejsce, pociąg już się zbliżał. I stwierdzam z całkowitą pewnością w głosie – każde miejsce jest dobre, by pokazać niebieskiego byka z niebieskimi węglarkami…

Wróciłem do samochodu, tym razem bardziej uważając na to jak idę.

W stronę Osiecka pojechał pociąg sieciowy, ale jakoś nie wykazałem chęci do zrobienia mu zdjęcia.

Zastanawiasz się pewnie drogi Czytelniku – “Panie zdjęciopstryk, jak miejscówka jest marna to czemu nie ruszyliście 4 liter?!”. I to jest dobre, zasadne pytanie. Pytanie zrozumiałem, odpowiadam: “W tym miejscu można siedzieć w samochodzie i obserwować, a gdzie indziej trzeba stać i nogi bolą”. Drugi powód jest równie prozaiczny – można tu fotografować (i filmować!) w obie strony. A gdzie indziej różnie z tym bywa. Słoneczko przyświecało mocno ale też coraz bardziej przesuwało się na Zachód, dzięki czemu czoła lokomotyw z obu stron (co widać na poprzednim zdjęciu), nie były oświetlane. Drugim przykładem jest poniższe zdjęcie. Zdjęcie, z którego jestem zadowolony, gdyż przedstawia ET22 ze starymi obudowami świateł – chyba tylko ET22-233 takie zachował.

Czarny byk CTL a ile radości… Dzień bez byka na S-Łce dniem straconym! Dobra, żartuję, lepsze to niż nic. No i lepsze niż kolejny niebieski byk z niebieskimi węglarkami. Tymczasem naszego Vectrona nie było ni widać, ni słychać. Słychać było Rp1 dobiegające od strony Osiecka, ale na pewno nie należało ono do lokomotywy wyprodukowanej przez firmę Siemens. Naszym kolejnym gościem okazał się być… tak, niebieski byk. Z kontenerami. Czyli pociąg na którym powinien jechać nasz bohater. Musieliśmy obejść się smakiem. Niemniej zdjęcie zrobiłem i uważam, że wyszło całkiem ładnie.

 

Jak widać na załączonym obrazku, słońce już nie do końca chciało oświetlać czoło. Mimo to chciałbym tu widzieć Vectrona. Vectrona Cargo ma się rozumieć. Pseudovectron sobie pojechał, po raz kolejny zaczęliśmy więc beztroski okres oczekiwania. Słońce już zupełnie przesunęło się w stronę zachodu, coraz bardziej opalając moją rękę – na co nadal nie zwracałem większej uwagi. Wyżerałem zapasy jedzenia, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, w tym o zbliżających się objazdach D29-7 (z wypadu na które też coś naskrobię!) i prawie umknęło nam “zielone” do Jaźwin.

Czyżby nasze modły zostały wysłuchane? Znów połowicznie, choć można by nawet rzec, że w ćwierci. Jedzie Vectron? No jedzie. DB. Pod słońce. “Majkel, nie narzekaj, mógł nie jechać” – myślę sobie. Ale dlaczego dopiero teraz, w niekorzystnym oświetleniu? Popełniłem kolejnego gniota.

Jak to zwykłem mawiać – jechało, to “pstrykłem”. Szału ni ma, wiem. Obok nas przeszły dwie pary “tubylców”, nie wykazali jednak większego zainteresowania naszymi dzielnymi bohaterami – bo kto inny siedział by i czekał na cud?

Cudu nie było, następnym pociągiem jadącym od strony Pilawy znów okazał się Vectron DB. Z kontenerami. “A ten z Cargo gdzie?!”. Ciśnienie dodatkowo podniósł autochton w mocno przechodzonym Volvo, który przyjechał na wiadukt, zawrócił, zakurzył tylko spod opon i odjechał. A Vectron był coraz bliżej… Dla mnie to nie problem, przeczekałem kurzawę, ale Kondzio sentencję “kamera, akcja, cicho!” rzucił kilka chwil wcześniej. Nie wyszło mi nic ponad standardowy kadr.

Uznaliśmy, że dosyć tego dobrego! To nie my byliśmy problemem, a miejscówka. No i już nam się opatrzyła. Poza tym słońce zaczęło przechodzić na drugą stronę torów a zakrzaczenie uniemożliwiało zrobienie dobrego zdjęcia od tamtej strony. Nie była to podróż życia, gdyż udaliśmy się na peron przystanku Jaźwiny. Konrad udał się na peron w stronę Pilawy, ja zaś poszedłem “w krzaki”, za to z dobrej strony jeśli chodzi o oświetlenie. Wymyśliłem, że powtórzę kadr sprzed paru lat.

 

Okazja trafiła się dosyć szybko. W kadr wjechał… niebieski ET22. Ze składem kontenerów. W tym momencie nabrałem już pewności, że nie będzie nam dane uchwycić Vectrona Cargo.

Kondziolot zaczął narzekać, że atakują go komary i inne paskudztwa, co było dużym zaskoczeniem, gdyż to ja okupowałem krzaki, a nie on. Co prawda obawiałem się, czy nie wrócę z pasażerem na gapę tj. kleszczem (i to nie tym komiksowym), niemniej dalej twardo trwałem na stanowisku, wśród wysokich traw. No, powiedzmy, że wysokich. Mimo wszystko miałem nadzieję, że trafi nam się jakiś bonus, ale zamiast tego pojechał kolejny niebieski ET22 ze składem węglarek… Ot tak, jako zapewnienie, że z bonusa nici.

Tak, dobrze widzisz drogi Czytelniku. Kadr niczym się nie różni od poprzedniego zdjęcia. W tym miejscu nie da się jednak zrobić czegokolwiek innego. Albo to ja nie potrafię wykorzystać potencjału miejscówki, bo i tak może być! W stronę Pilawy pojechał pociąg sieciowy, ale nie wiem dlaczego nie obrobiłem zdjęcia. Być może dlatego, iż kadr jest taki sam jak przy dwóch ostatnich zdjęciach.

Po znaczących sukcesach tego dnia zaczęliśmy rozważać powrót do domu. Rozważania przerwało pojawienie się sygnału S5 na semaforze wjazdowym do Jaźwin. Od Osiecka ewidentnie coś jechało, gdyż trąbiło jak oszalałe. Kondziolot, wyposażony w dużo lepszy zoom niż ja zobaczył, że to coś dymi. Czyli albo się pali, albo lokomotywa spalinowa. No pięknie! Pewnie niebieska stonka, ha ha. Słońce nie pomagało, ba, przeszkadzało! Okazało się, że zmierza ku nam stonka ze składem roboczym. Niebieska, ale nie Cargo. Jak to dobrze, że miałem szeroki kąt. Ogniskowa 17 mm i słońce przestało być problemem.

Wiem, nie jest to mistrzostwo świata, ale zdjęcia na pewno nie wrzucę do katalogu “Gniotów beznadziejnych”. Niestety, kolega Konrad musiał obejść się smakiem, gdyż stał idealnie pod słońce… Z tego miejsca pozdrawiam załogę pociągu.

Stonka odjechała w stronę Pilawy, my zaś zebraliśmy cały majdan i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Z racji natłoku wrażeń zrezygnowałem ze zdjęcia ChOTa. W sumie trochę żałuję tej decyzji.

*taki żart, robi lepsze foty niż ja.

**mogą to czytać dzieci.

Wpisane w Naszymi oczami

Zostaw komentarz