.::Kolejowy Lublin::.
Aktualności: infrastruktura, wypadki, imprezy, rozkład jazdy, tabor

Nie do końca nieoczekiwane spotkanie

wrzesień 8th, 2017 by Kręzel Michał

… albo jak kto woli, polowanie na Bombowiec II.

Z racji sierpniowej przerwy świątecznej postanowiłem wziąć parę dni urlopu i udać się mego miasta rodzinnego – Łęczycy. Jak postanowiłem tak i zrobiłem – i już 15 sierpnia pojawiłem się na Magistrali Węglowej w okolicy mostu nad Nerem by przetestować drona. Testy wyszły pomyślnie:

http://www.youtube.com/watch?v=IrP3AA5EgyY

http://www.youtube.com/watch?v=PFnHNraj01M&t=7s

Udało mi się zrobić także całkiem przyjemne zdjęcie:

Zainteresowanych informuję, że to nie ja pilotowałem drona. Właściciel ów pojazdu nie ma do mnie aż takiego zaufania. W sumie słusznie, z moimi zdolnościami jak nic zaraz bym go popsuł. Albo zrzucił komuś na głowę :-> A że to dziadostwo waży 1,5 kg i potrafi wznieść się na 500 metrów…

Jako, że tego dnia po raz kolejny nie udało mi się złapać “bombowca” – no, w sumie się udało, ale zdjęcie nie nadaje się do pokazania szerszemu gronu, postanowiłem następnego dnia znów uderzyć na “Węglówkę”. Tym razem za cel obrałem sobie znany już z poprzedniego wypadu wiadukt w Bałdrzychowie. Miejsce to wydawało się najlepsze z trzech powodów – po pierwsze, nie miałem tam jeszcze zdjęcia pociągu “ze słońcem”. Dwa – miałem ze sobą kamerę, a śladowy ruch samochodów i ludzi sprzyja filmowaniu. A po trzecie – nie chciało mi się szukać innej “miejscówki”.

Z domu wyruszyłem kilka minut po godzinie siódmej rano. Toczyłem się niespiesznie, gdyż kanał “Co i gdzie jedzie?” milczał na temat ruchu na magistrali Śląsk – Porty. Minąłem Poddębice i zamierzałem skręcić w lewo, w stronę Bałdrzychowa, gdy na wiadukcie Węglówki nad DK72 zobaczyłem pędzący na południe skład węglarek. Ewentualna pogoń już na samym początku uniemożliwiona została przez poruszający się przede mną samochód typu “eLka”. Wyprzedziłem ten pojazd w dogodnym miejscu ale niestety – po dotarciu do drogi prowadzącej na wiadukt zobaczyłem, że nie mam szans. Czarny jak noc ET22 (w malowaniu CTL) mijał właśnie słupy, które zazwyczaj służą za kompozycję. Nie przejąłem się jednak zbytnio tym faktem, gdyż pociąg miał nieoświetlone czoło. I wyszło moje zorganizowanie, mogłem sprawdzić jak w tym miejscu świeci słońce o tej porze. Postanowiłem jednak rozeznać się w miejscówce – i w oddali zobaczyłem światła jakiegoś pociągu stojącego w stacji Poddębice. Z daleka wydawało się, że może to być coś z serii 181/182/183. Moje rozmyślania i ciszę poranka przerwało trąbienie czegoś, co Skodą nie było. Na “właściwym” torze pojawiły się 3 światła. Czoło nadal nie było oświetlone, ale postanowiłem, że jednak spróbuję zrobić zdjęcie. Kamera została w samochodzie i nie miałem czasu jej rozstawić. Pierwszym “kadrowiczem” tego dnia okazał się ET22 ze składem kontenerów – swoją drogą, strasznie dużo pociągów kontenerowych jeździ po “Węglówce”. Chyba czas zmienić nazwę, Magistrala Kontenerowo-cysternowa. Albo beczkowa, bo cystern też się sporo kręci.

Ale może wróćmy do pociągu. Jako, że miałem “podpięty” teleobiektyw, nie pokusiłem się o zdjęcie z silosami, a wersję okrojoną.

Zdjęcie wyszło nienajgorzej (głównie dlatego, że nic nie zepsułem), ale brakowało tego czegoś. Uznałem, że dopóki słońce się nie przekręci (na nieboskłonie), nie warto marnować okazji w tym miejscu. Przeniosłem się kilka kilometrów na południe, do Choszczewa, gdyż od dawna planowałem kadr z wiatrakami w tle – i choć jeden taki miałem, to w pochmurny dzień. Popędziłem więc w to miejsce niczym lud pracujący miast i wsi na najnowszą promocję Crocsów do sklepu pewnej niemieckiej sieci handlowej albo po Świeżaki do innej, z owadem w logo. W drodze na stacji Otok widziałem piękny, wielokolorowy skład kontenerów z niebieskim ET22 skierowany na południe, ale z tego co wypatrzyłem, pantograf lokomotywy był opuszczony. Uznałem, że nie ma sensu zjeżdżać na stację, gdyż w każdej chwili coś może pojechać.

Anegdotka!

Przeczytałem wczoraj (07.09.2017) informację, że w jednym z polskich miast, mężczyzna lat kilkudziesięciu, wybił w zaparkowanym samochodzie szybę, gdyż zobaczył na siedzeniu pasażera ów “świeżaka”. Mężczyzna bardzo się oburzył, gdyż to nie był “świeżak”, a prawdziwy kalafior.

Koniec anegdotki, wracamy do przynudzania.

Dotarłem na miejsce i przystąpiłem do rozkładania całego majdanu, co nie uciekło uwadze “lokalsów”. Kilka osób obserwowało mnie zza płotów, inni zaś wylegli na drogę – ale trzymali się na dystans. A wiadomo co to za wariat z kamerą i aparatem? Tymczasem na pierwszego, a w zasadzie drugiego “kadrowicza” nie musiałem długo czekać. Okazał się nim elektrowóz serii 181 ze składem węglarek. Czym prędzej odpaliłem kamerę i przystąpiłem do kadrowania. Niestety, nadal podpięte było “tele”, tak więc nie miałem dużego pola manewru. Ale i tak wyszło nieźle. Film też się udał, na końcu opowieści dam link do całości (gdyż jestem leniwy i nie chce mi się dzielić i dublować filmów).

Pociąg sobie pojechał, zdziwieni tubylcy oczekujący na przejeździe też, a ja poszedłem po rozum do głowy (i go nie znalazłem, ale to opowieść na inny raz) i wróciłem się do samochodu po “szeroki kąt”. W międzyczasie posiłkowałem się grupą zrzeszającą obserwatorów żelaznych szlaków, dzięki czemu nie zwracałem uwagi na otoczenie. Tymczasem zza pleców, pod słońce, pojechał ET22 ze składem węglarek. Ale wszystko w jednostajnie niebieskich barwach, tak więc mogłem odżałować. Dalej beztrosko przeglądałem grupę, co nieomal nie kosztowało mnie utraty zdjęcia nr 3.

“Ektron” DB jechał tak cicho, że wypatrzyłem go kątem oka. Nie zdążyłem uruchomić kamery a jedynie zrobić zdjęcie. Tym razem do kadru dorzuciłem belę słomy.

Nauczony doświadczeniem przestałem gapić się w ekran telefonu, zacząłem za to nasłuchiwać. Oprócz brzęczenia much i kojącego szumu nieodległych wiatraków nie słyszałem jednak nic ciekawego. Od czasu do czasu jakiś autochton przejechał samochodem, lokalsi przestali się mną interesować, oprócz jednego psa, który z bardzo bezpiecznej odległości oszczekiwał mnie od dobrych 20 minut, jednak i on w końcu dał sobie spokój. Z “nasłonecznionej” nadjechał E6ACT ze składem beczek, ale nawet nie próbowałem robić zdjęcia ni nakręcić filmu. Szkoda kliszy. Obserwowałem jedynie słuszny kierunek i nie przeliczyłem się – w końcu coś znów nadjeżdżało od strony stacji Otok. Tym razem byłem gotowy, choć prawdę mówiąc nie do końca, gdyż spóźniłem się z odpaleniem kamery. “Kadrowiczem nr 3” ET22 ze składem beczek. Powtórzyłem kadr “Vectrona”, ponieważ nie miałem innego pomysłu.

“Pożegnań nastał czas”. Wróciłem więc do Bałdrzychowa, gdyż słońce na nieboskłonie zajęło już właściwą pozycję. Tak przynajmniej wydawało mi się z moich genialnych obliczeń. Moje obliczenia mają jednak to do siebie, że nie zawsze są do końca poprawne. Tym razem o mały włos a nie miał by już znaczenia, gdyż o mało nie uczestniczyłem w kolizji. Udało się jednak przeżyć, nie zabić kogokolwiek, nie rozbić samochodu i dotrzeć do wiaduktu. Słońce świeciło już prawie dobrze, no, może trochę nie doświetlało czoła. Ale nie był to wielki problem, gdyż nastał czas posuchy. W sumie to stwierdzenie też nie jest do końca prawdziwe, gdyż od południowej strony jechał pociąg za pociągiem – niestety, miejsce już zarosło i nie byłem w stanie wykombinować nic sensownego. Dodatkowo słońce też nie pomagało. Mogłem się więc tylko obejść smakiem. Czekałem i czekałem – i się doczekałem.

Nadjechał… ET22 ze składem kontenerów. Pocieszające było jedynie to, że słoneczko ładnie go oświetlało, ja miałem podpięty kąt szeroki a i numer loka jak się okazało niezły – 012. Jeden z najstarszych jeżdżących “byków”. Tak, wiem, szkoda, że nie ET22-003. Zdjęcie wyszło tak jak tego oczekiwałem. Film też wyszedł nieźle.

Kontenery sobie pojechały, ja zaś zatrzymałem nagrywanie i zajrzałem “na grupę”. Tam jakaś dobra dusza doniosła, że widziała ET40 zmierzającego ze składem beczek na południe. I znów zacząłem liczyć – wyszło mi, że pociąg powinien być u mnie za godzinę. Jak zwykle to u mnie bywa, rozpocząłem już myślenie życzeniowe i zacząłem sobie wyobrażać, jak to pięknie ten pociąg będzie wyglądał w tym oświetleniu. Tymczasem inna dusza poinformowała, że ze Zduńskiej Woli do drogi na północ szykuje się drugi ET40. Szkoda, że pod słońce! Niestety, 012 okazał się być jedynie podpuchą, gdyż od południa co chwilę coś jechało, a z północy nie chciało. Zawziąłem się jednak i postanowiłem, że nie ruszam się stąd aż do przyjazdu bombowca. Nie chciałem się drugi raz zrobić w bambuko. Uciekły mi naprawdę niezłe sztuki. 2 x Captrain na EU07, Elektryczna Gama, trafił się nawet ET41 (rzadkość w tych stronach). Godziny mijały, Bombowca ni widu, ni słychu. Grupa także milczała. Z żalu zacząłem się obżerać prowiantem a potem kręcąc się bez celu wpadłem w pokrzywy – ale to podobno zdrowe. Moje zblazowanie zaczęło sięgać zenitu – i wtedy zza pleców wyjechał mi ET40 ze składem beczek. O dziwo nie był to uciekinier z poprzedniego dnia, gdyż dzień wcześniej popełniłem kiepskie zdjęcie ET40-55 jadącego na południe, a tu miałem do czynienia z ET40-52. Nie zdążyłem jednak zacząć żałować, gdyż ledwie ostatnie beczki pociągu schowały się na łuku stacji, na horyzoncie pojawiły się trzy światła. Nadjeżdżał bombowiec…

Co z tego, jak słońce zdążyło już przejść na drugą stronę torów? Nie ma jednak co narzekać, zdjęcie wyszło całkiem przyzwoicie – choć jak wiadomo, do końca nie jestem z niego zadowolony. Słoneczko mogło by jednak oświetlać właściwy bok.

Mam to na taśmie! O właśnie, filmami przestałem się przejmować, dzięki czemu kamera nagrywa ze stałą ogniskową. Unikam dzięki temu kopnięć w statyw, niewłaściwych ruchów i innych śmiesznych rzeczy, które negatywnie wpływają na proces nagrywania. Ot na filmie jedzie, bez zbędnych bajerów, zbliżeń, oddaleń.

Zadowolony z takiego obrotu spraw postanowiłem przenieść się w inne miejsce. Nie zdążyłem jednak porządnie się spakować, gdy z okolic stacji znów coś dało o sobie znać. Miejscówkę miałem już wykorzystaną, ale uznałem, że jeszcze jedno zdjęcie nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że słońce schowało się za chmurami… Liczyłem na jakiegoś “prywaciarza” – Captrain albo inny wynalazek – a trafił mi się niebieski ET22. Z niebieskimi węglarkami… Przynajmniej nie były tak nudne jak dotychczas – nie dość, że dłuższe, to jeszcze załadowane drzewem, a nie węglem. Cóż było robić? Wycelowałem aparat i odpaliłem kamerę.

Po raz kolejny odpuściłem sobie kadr z silosami. Można powiedzieć, że już mi się “przejadł”. W dodatku chwilę przed przejazdem “Bombowca” przyjechał ciągnik który zabrał pozostawione na polu bele słomy. Nie mógł poczekać? Tym razem nie chciałem już czekać na kolejny pociąg, ruszyłem więc na północ, w miejsce które miałem odwiedzić w czerwcu, ale nie udało mi się znaleźć do niego dojazdu. Miejscem tym był kolejny wiadukt nad linią. W międzyczasie widziałem, że na południe “leci” skład złożony z ET22 i wagonów do przewozu rolowanej blachy. Ale byłem za daleko żeby cokolwiek zdziałać. Wiadukt zlokalizowany jest jeszcze bardziej pośrodku niczego niż ten w Dąbiu nad Nerem. Jako, że samochód ma duży prześwit i napęd na cztery koła, nie miałem problemu żeby tam dotrzeć. Wiadukt fajny, ledwo się trzymający, zlokalizowany wśród bezkresnych pól. Szkoda tylko, że linia idzie w wykopie i z obu stron miałem przekrój dzikiej roślinności Polski. Brakowało tylko Barszczu Sosnkowskiego, choć znając moje zdolności to i lepiej, poparzył bym się od samego patrzenia. Pojechałem więc kilkaset metrów na południe, do zlokalizowanego w szczerym polu przejazdu. Na przejeździe wisiała wesoła kartka, że jeśli do końca września 2015 nikt się nie zgłosi do opieki nad nim, to przyjedzie PLK i przejazd zlikwiduje. 16 sierpnia 2017 roku jeszcze istniał. Fakt faktem, 200 metrów dalej jest kolejny przejazd z drogą prowadzącą do hodowli drobiu/świń/innego inwentarza. Od strony hodowli nadciągał kombajn, ale kierowca był tak znudzony, że nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nie minęło więcej jak 4 Gołoty jak kombajn zabrał się do pracy, dzięki czemu zmuszony byłem obserwować, gdyż zmysł słuchu wyłapywał jedynie <tu proszę odpalić sobie jakiś filmik z pracującym kombajnem typu “Bizon”>. Portal z literą “F” w nazwie, a właściwie “grupa wsparcia”, nie dostarczyły jednak jakichkolwiek informacji. W dodatku po słońcu nie było już śladu. Dużo bardziej pasował mi kadr na coś z południa, tak więc brak słońca nie był problemem. Problemem był całkowity bezruch.

Tymczasem zainteresował się mną człowiek, który przybył po ziarno zbierane przez kombajn. Nie zdziwił się wielce gdy podałem mu cel pobytu w tym miejscu, gdyż okazało się, że miejsce to regularnie odwiedza: a) “jakiś fotograf pociągów” z Łodzi i b) “jakiś fotograf ptaków” – też z Łodzi. Porozmawialiśmy chwilę o ruchu na linii, autostradach, po czym oddalił się by odebrać ziarno z kombajnu.

Nagle coś zatrąbiło. Dźwięk dobiegał z północy. Nie zdążyłem nawet dobrze obrócić kamery gdy na horyzoncie, pod wiaduktem pojawiły się światła. Nadjeżdżał E6ACT Lotosu ze składem beczek. Gdy maszynista dostrzegł, że filmuję, bardzo ładnie mnie ostrzegł. Myślę, że można to zakwalifikować jako “TurboDymoRp1”.

Zdjęcie, jak na warunki zastane, wyszło całkiem nieźle.

Ledwie zdążyłem przenieść się na drugą stronę przejazdu gdy znów dało się zauważyć światła pociągu nadjeżdżającego z północy. A wagony poprzedniego majaczyły jeszcze na horyzoncie! (Fakt, że już ze 2 semafory SBL ode mnie). Kamera w ruch, aparat też, kolejne zdjęcie na kliszy.

Tym razem nawet “SpokoRp1” nie było, ale nie jestem Łowcą Rp1, to się nie przejmuję.

Zaczęło się robić coraz ciemniej, a radar pogodowy wskazywał na zbliżające się opady deszczu. Były co prawda relatywnie daleko, ale szły idealnie w moim kierunku. Tymczasem znów zapanował bezruch – nie licząc kombajnu, który przejechał na drugą stronę torów i zaczął pracę na polu niedaleko mnie. Dzięki temu nie dość, że nic nie słyszałem, to dodatkowo okresowo leciały w moją stronę tumany kurzu i kawałków słomy. Twardo stałem jednak na stanowisku. No, przesadzam, przeniosłem się na drugą stronę przejazdu i to akurat na czas, by nie dać się oszukać w miarę krótkiemu składowi “dumpcarów” prowadzonych “siódemką” Wiskolu. Przyznam, że parametr nie był już jednym z najlepszych, choć do podłości jeszcze mu brakowało. Zdjęcie wyszło więc nieźle, film też daje radę (moim skromnym zdaniem). Pociąg sobie pojechał, kombajn też odjechał w nieznane – serio, pojechał w stronę wiaduktu, w stronę bezkresu pól…

Łudziłem się jeszcze, że na wysokości oddalającego się pociągu zobaczę światła zwiastujące skład od południa. Zamiast tego musiałem iść zamknąć okna w samochodzie, gdyż zaczęło padać. Złożyłem więc cały majdan i wróciłem do domu. Następnym razem, zapewne w listopadzie, wybiorę się już w inny rejon Magistrali Węglowej, choć kadr od strony południowej nadal kusi.

W piątek moja kuzynka wyruszała w podróż do Gdyni. O dosyć podłej porze, gdyż było to po 7 rano, a pogoda nie sprzyjała. Mimo to wziąłem ze sobą aparat. Wypatrzyłem w rozkładzie krzyżowanie TLK którym miała jechać z pociągiem osobowym do Łodzi. Stacja w Łęczycy przeszła drobną rewitalizację, która oprócz remontu budynku stacyjnego objęła też perony. Dzięki temu pociągi osobowe przyjmowane są przy peronie pierwszym a nie drugim – jak kiedyś. Nieznacznie utrudniło mi to wykonanie zdjęcia. Kiedyś było to proste:

A teraz? Las słupów, do tego tabor jakby brzydszy.

Ja wiem, dla pasażerów to akurat zmiana na plus (przynajmniej w segmencie pociągów regionalnych), ale pod względem naszym – fotograficznym… Jak dla mnie na minus. Ale nie uciekniemy od postępu.

Następnym razem, w listopadzie trzeba chyba zaliczyć te nieszczęsne “krokodyle” – niby mówią, że będą jeździć też w przyszłym roku, ale kto wie? Lepiej pojechać i mieć niż żałować.

Tymczasem obiecany film:

https://www.youtube.com/watch?v=b7O6hxGbP_0

Wpisane w Naszymi oczami

Zostaw komentarz